wtorek, 28 maja 2013

Pastelowy deser na pastelowych talerzach

Z myślą o blogu zaglądnęłam dzisiaj do swojego folderu ze zdjęciami i znalazłam trochę takich, które zrobiłam już dawno, a jeszcze nie pokazywałam. Dzisiaj na przykład zadebiutują zdjęcia z... końca lutego. A na nich część mojego prezentu imieninowego, czyli pastelowe talerzyki od Ib Laursena, kolorowe wazony Broste Copenhagen (które już można było zobaczyć to tu, to tam, bo przestawiam je z miejsca na miejsce), a w nich pierwsze w tym roku tulipany. No i najważniejsze – tarta miętowa zwana przez Nigellę Lawson "tartą pasikonika". Uwielbiam wszystko, co miętowe  zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o smak. A już połączenie mięty i czekolady w deserach to w ogóle niebo w gębie. Jak Mąż zobaczy ten post i zdjęcia, to pewnie mi przypomni, że już dawno nic miętowego nie było ;)








Jakby ktoś z Was robił kiedyś tę tartę, to nie przeraźcie się, jeśli po rozpuszczeniu różowych pianek i dodaniu zielonego likieru/syropu zobaczycie w garnku coś w kolorze brudnej piany ;) Ja tak miałam za pierwszym razem. I jakoś nie wyobrażałam sobie podania gościom czegoś tak nieapetycznie wyglądającego. Na szczęście już na samym końcu, kiedy dodaje się śmietankę, kolor się rozbiela i po dolaniu większej ilości syropu mamy ładną pastelową miętę. Uff, i tarta uratowana :)

wtorek, 14 maja 2013

Kącik malucha w marynarskich barwach

Ponad tydzień temu świętowaliśmy po raz pierwszy imieniny naszego małego Jakuba. Świętowanie rodzinne było trochę przyspieszone, bo trzy dni przed faktycznymi imieninami, ale po prostu wykorzystaliśmy fakt, że na długi weekend wszyscy zjechaliśmy się do rodzinnych domów. Był piknik, trochę nietypowy, ale o tym innym razem. Po powrocie chciałam zrobić Kubie też coś imieninowego u nas i pomyślałam, że odmienię mu trochę jego kąt. Nie wiem, czy można to nazwać aranżacją, bo wszystko jakoś samo się poukładało w całość i jakiegoś planowania kolorów czy detali z mojej strony nie było. Najpierw była karuzela (czy też mobil) ze zwierzakami, którą zrobiłam jeszcze przed narodzinami synka. To był mój pierwszy ambitny projekt szyciowy, dlatego każdy kolejny udany zwierzak napawał mnie dumą. Zabawki na zdjęciach to prawie wszystko prezenty, podobnie niebieska ramka. Ja ze swojej strony wydrukowałam tylko ilustracje (autorstwa szwedzkiej rysowniczki Ingeli P Arrhenius) i zrobiłam literki. Obrazki wpasowały się kolorystycznie w ten niebiesko-czerwono-biały kąt, a literki uszyłam w tkanin, które zbierałam już od jakiegoś czasu mając w głowie pewien marynarski projekt. A tak to wszystko wygląda razem. Kubuś zaprasza w swe progi:






Kubuś uwielbia te obrazki, szczególnie ten w niebieskiej ramce. Śmieje się jak tylko go zobaczy, a jak daję mu ramkę, to trzyma oburącz i wpatruje się w zwierzaki świętujące jego imieniny :)





To zdjęcie wydawało mi się niekompletne bez głównego bohatera, więc poniżej gościnnie u Gu tworzy - Kubuś:


I przysięgam, że nie ubierałam go tak specjalnie do zdjęcia. Jakoś po prostu takie marynarskie klimaty się mojego synka trzymają (w końcu urodzony latem, co się dziwić :).

niedziela, 12 maja 2013

Kiermasz w Mamy Cafe

Tak u mnie ostatnio wygląda prawie każda wolna chwila... Po prostu Gu tworzy na całego :)

Wszystko dlatego, że w najbliższą sobotę 18. maja biorę udział w kiermaszu handmade w Mamy Cafe na Sławkowskiej w Krakowie. Bardzo zapraszam, zapowiada się bardzo interesująco, a dla dzieciaków przewidziano sporo atrakcji. Jeśli tylko będziecie, zaglądnijcie proszę do mnie i powiedzcie, że Wy to Wy. Będzie mi bardzo miło się spotkać :) Więcej szczegółów dotyczących kiermaszu na plakacie poniżej i na facebooku TUTAJ.


czwartek, 9 maja 2013

Moje pancerniki – naszyjniki z zamków błyskawicznych

Dokładnie pamiętam okoliczności powstania mojego pierwszego pancernika (chociaż jeszcze wtedy tak go nie nazywałam). Niedziela wielkanocna kilka lat temu, chwila po skończonym śniadaniu, rodzice, siostra i brat drzemią w salonie po wczesnym wstawaniu na mszę rezurekcyjną. A ja zmykam na górę do swojego pokoju, bo w końcu mam chwilę, żeby zrealizować pomysł, który zrodził się w mojej głowie przy okazji szperania w bezkresnych zbiorach krawieckich mojej Mamy. Pudełko różnokolorowych guzików już prawie całkiem wyczyściłam  z jego zawartości powstał naszyjnik, skrawki skór posklejałam w broszki-kwiaty, z końcówek włóczek i kordonków zrobiłam na szydełku już kilka szalików i naszyjników. Zostały jeszcze zamki błyskawiczne. Z kilku jednakowych czarnych powstała już broszka, natomiast te pojedyncze, krótkie i długie, niebieskie i szare, ze srebrnymi i złotymi ząbkami miały przeobrazić się w duży, oryginalny naszyjnik. Byłam bardzo dumna ze swojego dzieła i zeszłam na dół dumnie je zaprezentować. "Naprawdę będziesz to nosić?" Nie było w tym drwiny, ani nic z tych rzeczy  moja rodzina mnie zawsze wspierała w moim tworzeniu i już miała do czynienia z najdziwniejszymi pomysłami. Chyba po prostu trochę nie dowierzali, że ot tak będę sobie nosić na szyi pozwijane zamki błyskawiczne ;) A ja noszę, i to dobre kilka lat, a oprócz mnie jeszcze trochę innych ludzi. Przedstawiam Wam zatem bohaterów dzisiejszego wpisu: pancerniki (od czego to? Bo takie ciężkie i "pancerne" na pierwszy rzut oka. Ale to tylko pozory.)























 



Poniższe zdjęcia i stylizacje: KOKO design




Więcej zdjęć możecie znaleźć na mojej stronie www.gu-tworzy.pl, a jeszcze więcej na moim facebooku: facebook.com/GuTworzy

Ale ale, teraz najważniejsze. Piszę dzisiaj o pancernikach dlatego, że jeden z nich jest do wylicytowania na charytatywnej aukcji dla Karolka TUTAJ. O całej akcji pisałam już TU. Jeśli podoba Wam się mój naszyjnik, możecie go kupić, a przy okazji pomóc. Gorąco zachęcam również na inne charytatywne aukcje. Sama wygrałam dzisiaj jedną i pochwalę się nabytkiem, jak tylko do mnie dotrze.

sobota, 4 maja 2013

Wiosna w domu

Trochę migawek z ostatniego miesiąca. Dom, a w nim wiosna. Krokusy, goździki, przebiśniegi, fiołki (szkoda, że nie mogę razem ze zdjęciem przesłać ich zapachu), kwitnące gałązki magnolii i wiśni, zielone źdźbła owsa w doniczce... a na końcu bratki na balkonie, który jeszcze tu kiedyś pokażę.