niedziela, 29 września 2013

Kolorowo i dziecięco

Kącik mojego synka pokazywałam już tutaj i od tego czasu dużo się nie zmieniło w kwestii wystroju. Właściwie to z nowości pojawiła się tylko girlanda Cotton Ball Lights, która wprowadziła więcej koloru... i mnóstwo radochy u Kubusia :) No nie powiem, na mnie też działa bardzo pozytywnie. Z tymi kulkami to w ogóle taka historia, że postanowiłam spróbować zrobić je sama. Taki tam projekt DIY. Ale wcale nie mały. Kupiłam małe baloniki na wodę, klej wikol i gotowy przewód do girlandy, a od Mamy pożyczyłam dużo nici w przeróżnych kolorach. Dobrych kilka wieczorów spędziłam na oklejaniu małych baloników nićmi i skończyłam chyba na 15 kulkach (choć bardziej przypominały kształtem jaja). Z własnego doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że zrobienie ładnych, równych kulek jest bardzo trudne i daleko im do oryginalnych cotton balls (na pewno dla początkującego, bo jak się nabierze wprawy to może i się da). Ale skoro poświęciłam już tyle czasu na robienie kulek, to postanowiłam je mimo wszystko powiesić nad łóżeczkiem Kuby. Pomimo nierówności wyglądały całkiem fajnie, zwłaszcza gdy się je zaświeciło. I tak wisiały sobie spokojnie dobrych kilka tygodni, a mój synek rósł i rósł i rósł... Aż pewnego dnia, chwilę po tym jak położyłam go w łóżeczku na drzemkę, usłyszałam, że podejrzanie zbyt dobrze się bawi zamiast zasypiać. Faktycznie, zabawa była przednia, bo dostał w swoje łapki dolny sznur girlandy i strącał teraz po kolei kolejne kulki. I niestety - oblały test wytrzymałości Kuby i skończyły swój żywot jako mokre lub pomięte flaki... Zostały jednak godnie zastąpione przez dokupione na sztuki kulki, które wiszą teraz wyżej i póki co są bezpieczne. Zobaczymy na jak długo :)


Dzisiejszy post poświęcony będzie głównie zabawkom. Dlaczego? Bo uważam, że wbrew pozorom mają bardzo dużo wspólnego z wystrojem wnętrz. Ba, to one w dużej mierze wpływają na wygląd i klimat dziecięcego pokoju. Żeby pokój dziecka wyglądał ładnie, wcale nie trzeba całkowicie "sprzątać" go z zabawek i pakować ich wszystkich do koszy i pudełek. Zabawki potrafią być naprawdę świetną ozdobą wnętrza i wcale nie oznacza to, że mają stale stać na półce niedostępnej dla dzieci i być wyłącznie dekoracją. Niech wędrują i cieszą nie tylko oczy :)

A teraz kilka migawek i kilka słów o tym jak wygląda to u nas:

 Skoczna żyrafa, którą dostałam dobrych kilka lat temu na urodziny, obok obrazek z kolorowymi kotami prosto z Chorwacji i dwa zwierzaki o dzianinowym splocie (zajączka uszyłam ja).

 Misiek Ed, który dostał ostatnio sweterek na jesień, mały kot ze swetra by Gu i kolejne zwierzaki z dzianiny. Cóż, chyba nic nie poradzę na to, że mam słabość do wszystkich ręcznie robionych dzierganych zabawek i takich, które mają fakturę dzianiny.

 Obrazek w komplecie ze świetną książeczką "Proszę mnie przytulić" to prezent dla Kuby od mojej siostry czyli Cioci Natki :)

 I tak jak pisałam - moja słabość czyli zabawki dziergane na szydełku i drutach. A jako tło pościel, którą uszyłam sama.

W tym miejscu chciałam się pochwalić kilkoma naprawdę świetnymi, niepowtarzalnymi zabawkami, które są ulubieńcami nie tylko najmłodszego domownika. A tak naprawdę to chciałam pochwalić trzy bardzo zdolne dziewczyny (być może znane Wam już z ich własnych blogów), które zrobiły je własnoręcznie. Żyrafa, zebra i filcowe pojazdy pojawiły się w naszym domu w ciągu ostatnich kilku miesięcy, ale dopiero dzisiaj przedstawiam je razem w jednym poście. 

A więc proszę Państwa, oto Żyrafa:

 Żyrafę na szydełku zrobiła Sylwia z bloga Mademyself w ramach wymianki za swetrowego kota.


Zebrę na drutach zrobiła specjalnie dla nas Paulina z bloga Groszkowo mi.

A samolot i samochód z filcu dostaliśmy od Hally z bloga By cieszyć się życiem (tutaj jej wpis o naszych pojazdach). W zamian pojechał do niej duży fioletowy kot w paski (zerknijcie tutaj na świetne zdjęcia kota w parku).

Bardzo bardzo bardzo gorąco zachęcam do odwiedzenia blogów dziewczyn. A Wam moje drogie, jeszcze raz dziękuję za te zabawki zrobione z sercem. To naprawdę czuć za każdym razem jak się je bierze do ręki.

czwartek, 19 września 2013

Sposoby na jesień we wrześniu

Dwa wrześniowe dni.
Pierwszy: urodziny, deszcz i mój sposób na poranną jesienną aurę za oknem:


Drugi: dom, cieszące oko prezenty i radość z kawałeczka słonecznego popołudnia.


Myślałam, że wyjeżdżając na dwa tygodnie w rodzinne strony będę dodawać posty z wykorzystaniem zdjęć zrobionych wcześniej u siebie, a tu takie miłe niespodzianki. Dostałam w prezencie komplet delikatnie zdobionych filiżanek, których wzór skojarzył mi się z porcelaną Indisch Blau, którą widywałam u Kalinki m.in. tutaj. Ledwie powiedziałam w domu o moim skojarzeniu, a na drugi dzień znalazłam na starociach oryginalny talerz Indisch Blau. Kiedy wczoraj po kolejnym deszczu na chwilę wyszło słońce, w końcu mogłam rozłożyć ogrodowy stół, postawić na nim wrzosy, lawendę, i usiąść sobie na moment w ciepłym swetrze z filiżanką herbaty. I wiecie co? To wystarczyło, żeby naładować się na kolejny szary, deszczowy dzień.