wtorek, 25 lutego 2014

Dom(ek) z historią

Lubię domki jako element dekoracyjny, czy to w formie półek, latarenek, czy prostych drewnianych brył.
Lubię stare drewno i dawanie mu nowego życia. To fantastyczne, że na przykład stara futryna może dzisiaj przekształcić się w ramkę na zdjęcia czy drewniane litery do powieszenia na ścianie.
Dlatego lubię wszystko to, co tworzy KOKKA. Nie mogło być inaczej. Wystarczyło jedno zdjęcie jej drewnianych domków, żeby z miejsca wiedzieć, że to jest to!

Kokka zbiera stare drewno pochodzące np. z rozbiórek starych drewnianych chat i tworzy z niego prawdziwe cuda. Głównie domki, chatki, choć zdarzają się nawet bloki, barki czy statki. Wszystko zależy od fantazji i tego, co dany kawałek drewna przypomina. Wystające na sztorc gwoździe? To przecież anteny w bloku! Kawałek starej futryny z metalowym zawiasem? To zamek z wieżyczką! Cuda, daję słowo. A wszystko pięknie pomalowane, z niesamowitą precyzją i starannością.

Tydzień temu brałyśmy udział w tych samych targach, więc miałam okazję poznać Kokkę osobiście, zobaczyć wszystkie jej cuda na żywo i posłuchać historii o dawnym życiu jej drewienek. A do domu wróciłam z nowym domkiem w pięknym odcieniu niebieskiego i cudnie starymi gwoździami służącymi za wieszaczki.






Koniecznie odwiedźcie Kokkę na jej blogu: kokkablog.blogspot.com i facebooku: facebook.com/kokka.work chociażby po to, żeby zobaczyć barkę, blok i twierdzę w jej wykonaniu.
Mnie naprawdę dawno nic nie spodobało się aż tak bardzo jak jej domki. I piszę to szczerze, a ten post nie jest w żaden sposób sponsorowany. Po prostu takich ludzi i takie piękne rzeczy trzeba promować.

piątek, 21 lutego 2014

Stara skrzynka po liftingu

Była w fatalnym stanie... zabłocona, pomalowana w połowie dziwną pomarańczową bejcą, a od wewnątrz miała przyklejone rzepy (!) jakimś niesamowicie mocnym i ciężko schodzącym klejem. Ale w ruch poszła szlifierka... i mam skrzynkę (prawie) jak z katalogu jakiejś skandynawskiej marki. Prawie, bo nie jest postarzana sztucznie i produkowana masowo. Wszystkie drobne pęknięcia, ślady po gwoździach i kolor starego drewna nadają jej charakteru i są nie do podrobienia. Swoją drogą, ciekawe ile dziesiątek lat ma już na karku?



Skrzynka po liftingu - obecnie przechowuję w niej pledy, koce, narzuty...

...a tak wyglądała zanim się za nią zabrałam. Ślady po odklejonych rzepach bardzo urokliwe, prawda?

 Oczywiście jak to ja, z każdą nową rzeczą w domu mam co najmniej kilka wizji jej wykorzystania. Teraz są w niej pledy...

... mogą w niej mieszkać też dziergane i swetrowe zwierzaki...

...albo zabawki i książki, które są obecnie "na topie" u Kuby i muszą być pod ręką.

Mobilizacją do zajęcia się skrzynką (którą kupiłam już kilka miesięcy temu) był świąteczny prezent mojego Męża. Szlifierka to super rzecz, mówię Wam. Sama się strasznie z niej cieszę, bo to oznacza, że nie trzeba już będzie zasuwać godzinami papierem ściernym i męczyć ręce, tylko gładko sobie jeździć szlifierką bez żadnego pyłu. A to oznacza więcej rzeczy do przerobienia :) Poniżej prezentacja stosiku, za który zabrałam się najpierw. Wszystko w swoim czasie pojawi się na blogu. A przy następnej wizycie u rodziców zabieram się za dwa krzesła ogrodowe. Kto zgadnie jakie dostaną kolory?





czwartek, 13 lutego 2014

Jak odmienić wnętrze dodatkami... czyli zdjęciowe podsumowanie cz.2

W drugim poście podsumowującym rok mojego bloga przygotowałam zestawienie zdjęć z całego roku, które doskonale zobrazuje to, jak zmienia się moje mieszkanie. A zmienia się ciągle. Wraz z porami roku, pomysłami na nową kolorystykę, czy nowymi nabytkami. Zmiany nie są drastyczne, bo nie ma tu przemeblowań, wymiany mebli czy remontów (choć gdyby to było nasze własne mieszkanie, to już dawno na którejś ścianie pojawiłyby się deski albo biała cegła). Siła tkwi w dodatkach! I tak, operując tylko poszewkami, bieżnikami, latarenkami, wazonami i innymi akcesoriami to samo wnętrze może mieć wiele, wiele różnych odsłon. I to właśnie lubię. Że nigdy nie jest nudno. I że po zwykłej zmianie poszewek (średnio raz na 2-3 tygodnie) już mam wrażenie, że urządziłam pokój na nowo. A drobiazgi wędrują po mieszkaniu, chowają się w szufladach, żeby za kilka tygodni zamienić się miejscami z innymi. (Mam nadzieję, że nikt po samych zdjęciach nie pomyśli, że te wszystkie ozdóbki są cały czas na widoku. To byłby totalny miszmasz... i zupełne zagracenie mieszkania.)


 






 


















































 



Przyznam się, że tworzę tego posta już od ponad tygodnia (!). Ostatnio każdą wolną chwilę wykorzystuję na szycie swetrowych zwierzaków i przygotowania do targów, w których biorę udział w tę sobotę. Ale po weekendzie zawieszam na chwilę produkcję i zabieram się za posty, do których zdjęcia mam już dawno gotowe. No, to zapraszam przy okazji na Targi Rzeczy Fajnych w Krakowie na Zabłociu. Tym razem będę w Wytwórni przy ul. Ślusarskiej 9, jako Gu oczywiście :) A to, co tworzę możecie na bieżąco podglądać tutaj: facebook.com/gutworzy