poniedziałek, 30 marca 2015

Gu w prasie: Dom & Wnętrze

Ten post powinnam raczej zatytułować: "O tym jak nie lubię się chwalić i zwlekałam z tym postem miesiąc". Taka właśnie jest prawda. Marcowe wydanie magazynu "Dom & Wnętrze" znalazłam w skrzynce równo miesiąc temu. A w środku... nie byle co, bo artykuł o wszystkich laureatach konkursu Blog Design, w tym o mnie z racji wyróżnienia w kategorii Do It Yourself. Jeśli chcecie przeczytać ten krótki fragment, w którym mówię co nieco o sobie, powiększcie zdjęcie. Mam nadzieję, że uda się to jakoś odcyfrować.





Na sobotnim spotkaniu blogerów BlogInTalk w Krakowie jednym z pierwszych tematów licznych rozmów było to, co naszym zdaniem lubią na blogach czytelnicy. Większość odpowiedziała zgodnym chórem, że "prywatę", czyli wszystko to, co mniej lub bardziej osobistego przemycamy na swojego bloga. Kiedy się nad tym zastanowiłam, to faktycznie uwiadomiłam sobie, że ja też lubię dowiadywać się czegoś o osobach, na których blogi wchodzę, bo dzięki temu są mi bliższe. Postanowiłam więc, że sama muszę przełamać lody (po dwóch latach chyba już czas) i trochę bardziej się otworzyć (bez obaw - blog nie zamieni się w pamiętnik, bo nadal jestem raczej introwertykiem i nie zamierzam dzielić się z Wami zdjęciami każdego mojego śniadania itp. ;). Potraktowałam więc zamieszczony dziś artykuł trochę jako punkt wyjściowy i spisałam kilka faktów o sobie. Jeśli chcecie mnie trochę poznać, to zapraszam do czytania :)

1. Nie lubię pisać o sobie. Chyba właśnie dlatego ciągle nie zmobilizowałam się, żeby napisać choć kilka słów o sobie i zamieścić w bocznej kolumnie bloga pod swoim zdjęciem. Kiedy pani redaktor z "Dom & Wnętrze" napisała do mnie z pytaniami, odpisałam, że najchętniej udzielę odpowiedzi mailowo a nie telefonicznie. Żałowałam tego później przez kilka wieczorów, kiedy ślęczałam nad komputerem i próbowałam sklecić coś o sobie. Ok, skleciłabym pewnie szybciej, ale moje filologiczne wykształcenie nie pozwalało mi na wysłanie czegoś bez ładu i składu.

2. Moja Mama śmieje się, że jestem dokładnie taka, jak ona w moim wieku. Pomimo tysiąca obowiązków, małych dzieci na głowie, ona też zawsze miała w głowie setki projektów do zrobienia i wykorzystywała każdą wolną chwilę na ich realizację. Ostatnio nawet znalazła jakiś swój stary zeszyt z zapisanymi pomysłami, rysunkami projektów itp. Moje zeszyty i notesy są łudząco podobne :) Muszę tylko w końcu założyć jeden jedyny taki zeszyt, bo póki co mam ich kilka i nie zawsze wiem gdzie co zapisałam i gdzie jest najbardziej aktualna lista "to do". Ostatnio, kiedy spędzałam tydzień u rodziców, oczywiście nie potrafiłam się powstrzymać przed zabraniem tony swoich rzeczy do tworzenia, czy też jak mówi moja siostra: "dziabania" ;). Zamiast odpoczywać (a przydałoby się w końcu znaleźć na to czas w końcówce 8. miesiąca), ja wybierałam hmm... aktywny odpoczynek z szydełkiem w ręku czy przy maszynie do szycia. Całe szczęście nie miałam pod ręką szlifierki ani farb, bo kto wie, co bym jeszcze wymyśliła?

3. Nie pisałam tu chyba nigdy o tym, jak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. Urządzaniem wnętrz i ich dekoracją interesowałam się właściwie od zawsze, najwcześniejsze wspomnienie jakie mam z tym związane to urządzanie domku dla lalek meblami zrobionymi z kolorowych gąbek. Od samego początku podstawówki aż do końca liceum chodziłam na zajęcia plastyczne i to z pewnością miało ogromny wpływ na moje poczucie estetyki, kreatywność i potrzebę upiększania wszystkiego dookoła. Moje wnętrzarskie i dekoratorskie zapędy przybrały na sile, kiedy 2,5 roku temu urodziłam Kubę. Prawie cały czas spędzałam w domu, więc on naturalnie stał się moim polem do popisu. Śledzone dotychczas blogi modowe poszły prawie całkiem w odstawkę, kiedy jednego wieczoru odkryłam jakiś pierwszy polski blog wnętrzarski, stamtąd kolejny... i tak się zaczęło. Wcześniej nie miałam pojęcia, że takowe w ogóle istnieją. Odwiedziny na blogach uświadomiły mi, że przecież "ja też tak mogę", też mam pomysły, też mam co pokazać i że może warto podzielić się tym z kimś więcej niż tylko z rodziną i przyjaciółmi, którzy nas odwiedzają w domu. Teraz, choć blogowanie zajmuje ogromną ilość czasu (którego mam bardzo mało) i energii (której obecnie mam jeszcze mniej), byłoby mi bardzo ciężko z niego zrezygnować. Mam więc nadzieję, że wraz z pojawieniem się na świecie naszego drugiego synka (to już za miesiąc!) blog nie padnie, a ja znajdę trochę czasu na to, żeby tu bywać. Podobno przy dwójce dzieci łatwiej się zorganizować, prawda to? :)

4. Zapytana przez redaktorkę magazynu o zainteresowania, hobby i czas wolny odpowiedziałam, że u mnie to wszystko to RODZINA :) Taka jest prawda, choć może to brzmi banalnie. Na co dzień jestem przede wszystkim mamą i poza pracą na swoich kilku "etatach" (w firmie i nie tylko) niewiele mam już wolnego czasu. Ale kiedy zdarzy się wolne popołudnie czy niedziela (niedziele są w całości dla nas i staram się nie robić wtedy nic związanego z pracą), to spędzamy je razem i czuję, że TO JEST TO! :)

Na koniec mały bonus tego, że piszę tego posta już od dobrych kilku dni. Jak już wspomniałam, w sobotę byłam na spotkaniu BlogInTalk ogranizowanym przez naszych niezastąpionych Magdę i Piotra i mogę Wam pokazać nasze pamiątkowe zdjęcie grupowe, które zatytułowałam: "12 kobiet i 1 chłopiec w brzuchu". Nie będziecie mieć problemu ze znalezieniem mnie na zdjęciu...


Przesyłam uściski!
Gu

piątek, 13 marca 2015

Projekt: Pokój Chłopaków - zapowiedź

Choć jeszcze się tu tym nie dzieliłam, to od dobrych kilku tygodni (jeśli nie miesięcy) poważnie myślimy z Mężem o wyprowadzce i emigracji. Nie przenosimy się jednak ani za ocean, ani do Anglii, ani nawet do nowego lokum (jeszcze), ale... za ścianę - do salonu. Tak, wielkimi krokami zbliża się moment narodzin nowego członka rodziny, w związku z czym postanowiliśmy opuścić naszą obecną sypialnię dla trójki i przenieść się do salonu, a dotychczasową sypialnię zamienić w Pokój Chłopaków (duże litery zamierzone). Nie myślcie sobie jednak, że fakt dobrowolnego wygnania na kanapę jakoś mnie specjalnie martwi. Wprawdzie zamiana wygodnego materaca na codzienne rozkładanie i składanie kanapy będzie pewnie trochę dotkliwa, ale za to... taka gratka w postaci całkiem nowego pokoju do urządzenia (i to pokoju dziecięcego, o którym marzę od trzech lat!) nie zdarza się zbyt często. Jak się więc pewnie domyślacie, od tych kilkunastu tygodni intensywnie myślę, planuję i działam, a dziś w końcu przedstawię Wam zarys tego, jak będzie wyglądał pokój naszych synków.


Na pierwszy ogień idą meble, ale tylko ta ich część, która pójdzie pod pędzel. No bo przecież nie byłabym sobą, gdybym kupiła wszystko gotowe, prawda? ;) Wszystkie meble przedstawione na moodboradzie będą więc przemalowane albo na całkiem inne kolory albo zostaną pomalowane tak, żeby wyglądać jak te na planszy. Na pierwszy ogień idzie łóżko Kuby, które upolowałam prawie za bezcen na pewnym serwisie z ogłoszeniami (ostatnio moja ulubiona i najczęściej odwiedzana strona :). Więcej o łóżku, jego metamorfozie, a także o tym dlaczego zdecydowałam się na używane a nie nowe, już niedługo na blogu. 
Kołyska dla młodszego synka również wymaga odświeżenia bądź przemalowania (tego jeszcze nie zdecydowałam). I choć mamy łóżeczko po Kubie, to póki co będziemy testować rozwiązanie z kołyską. Liczę, że jej kompaktowość i mobilność ułatwi nam wspólne życie przez pierwszych kilka miesięcy - tyczy się to głównie nocnego karmienia (wtedy synek będzie przy nas w salonie) i  częstych drzemek w dzień.
Dwa kolejne meble to z kolei już takie, które posiadamy od dawna, ale czas żeby zyskały nową szatę. Stolik do przewijania przemalujemy na biało, postawię za to na jakiś ciekawy pokrowiec na przewijak (mam już swoje typy wśród tkanin, ale wybór trudny, bo duży), który sama uszyję.
Drabina kupiona prawie dwa lata temu z ekspozycji sklepu w końcu doczeka się godnego miejsca! I choć kolor ma bardzo ładny i na pierwszy rzut oka do niczego nie można się przyczepić, to ma jednak dużo śladów po wbijanych gwoździach, a przede wszystkim nie jest cała pomalowana (komuś się nie chciało potraktować farbą spodów półek i tyłu drabiny, co niestety widać). Na szczęście mam farbę w całkiem podobnym odcieniu mięty i liczę, że drabinka tylko zyska na tym pomalowaniu.
Na koniec (a właściwie to nie, bo jeszcze na pewno znajdę coś do pomalowania ;) półki-domki. Wbrew pozorom nie są to te, które można było ostatnio dostać w Pepco (choć te też zakupiłam), ale inne - mniejsze i głębsze, które już dość dawno kupiła dla mnie Anicja (dziękuję!). Domki są całe drewniane i mam zamiar pomalować ich tyły w taki sposób i na takie kolory jak na moodboardzie. 

Tyle, jeśli chodzi o malowanie mebli, natomiast największą metamorfozę przejdzie sam pokój. W końcu pożegnamy bowiem beżową tapetę, którą tu zastaliśmy i powiększymy sobie te dziewięć metrów kwadratowych wyłącznie za pomocą białej farby. Do tej pory sypialnia dla trójki wyglądała jak na zdjęciu poniżej, a już niedługo mam nadzieję zdać Wam pierwszą relację z pola remontowej bitwy. Na kompletną metamorfozę trzeba będzie jeszcze trochę poczekać (moje plecy nie chcą teraz rezygnować z wygodnego materaca w łóżku), ale póki co przypatrzcie się temu zdjęciu, bo już niedługo zmieni się tu prawie wszystko (może poza "moją" kolorystyką).

czwartek, 5 marca 2015

Wisząca chmurka poleci do...


...Grażyny, której komentarz, a właściwie mała opowieść najbardziej mnie ujęła z wszystkich komentarzy tutaj, na Facebooku i Instagramie. Gratuluję z całego serca i proszę o maila z adresem na maila: aga@gu-tworzy.pl. Ale że mam miękkie serce i lubię sprawiać innym radość, to chciałam wyróżnić jeszcze po jednej osobie z FB i Insta. Więc jeśli ktoś z Was właśnie tam brał udział w konkursie, lećcie tam czym prędzej i sprawdźcie czy to czasem nie o Was chodzi :) Dziękuję wszystkim za udział  w konkursie. Bardzo miło czytało mi się Wasze komentarze i z każdym z nich wyobrażałam sobie jak to wyglądałyby u Was te moje chmurki... Pozdrawiam najserdeczniej jak potrafię i obiecuję pojawić się tu z nowym postem lada dzień.