wtorek, 28 kwietnia 2015

Projekt: pokój chłopaków – nowy kącik Kuby

Pierwszy (i najcięższy) etap metamorfozy naszej sypialni w pokój chłopaków (zapowiadany TUTAJ) możemy uznać za zakończony. Żegnaj beżowa tapeto, witajcie białe ściany! Myślę, że każdy, kto przeprowadził u siebie podobne zmiany doskonale zna to uczucie świeżości, kiedy w miejsce jakiegoś koloru na ścianach (choćby jasnego, jak u nas) pojawia się czysta biel. Daję słowo, pokój od razu powiększa się o dobrych kilka metrów kwadratowych, co jak wiadomo w pokoju dziecka jest na wagę złota. Zanim rozpiszę się jednak na dobre, poczęstuję Was najpierw zdjęciami tego, jak obecnie wygląda królestwo Kuby w naszej (ciągle) wspólnej sypialni. I choć jest to układ i wygląd tymczasowy, to nie powiem jestem bardzo zadowolona z tego, co już udało się zrobić i w jakim kierunku idziemy.  Zapraszam więc w imieniu 2,5-letniego gospodarza tych włości...

 



Swój kolor, niczym kameleon dostosowujący się swym odcieniem do tła, zmieniło również nowe łóżko Kuby. Nie miałam okazji pokazać go wcześniej, więc zasypię Was dzisiaj zdjęciami przed i po. A jest co pokazywać zwykłe drewniane łóżko dla starszaka (w końcu bycie starszym bratem zobowiązuje) za sprawą puszki szarej farby zmieniło się prawie nie do poznania. Już kolejny raz miałam okazję współpracować z marką Tikkurila i nie zawiodłam się farba do drewna Tikkurila Everal Aqua Semi Matt świetnie się rozprowadza (polecam malowanie małym gąbkowym wałkiem) i pomimo tego, że jest kryjąca, to bardzo ładnie podkreśla strukturę drewna. To, co jest też bardzo ważne przy okazji malowania mebli przeznaczonych do pokoi dziecięcych jest antyalergiczna (posiada rekomendację Polskiego Towarzystwa Alergologicznego) i można ją stosować bez obaw o zawartość jakichś szkodliwych substancji. Wracając do samego łóżka, zdecydowaliśmy się na zakup używanego modelu rozsuwanego łóżka z Ikei, niedostępnego już w sprzedaży. Dlaczego? Po pierwsze, żadne z dostępnych na rynku nie odpowiadało mi 100% kształtem lub kolorem. Poza tym (a może przede wszystkim) lubię wybierać niesztampowe rozwiązania i w efekcie mieć coś, czego nie ma nikt inny. Przyszła mi nawet do głowy myśl o przemalowaniu nowego łóżka z Ikei, ale szkoda by mi było zabierać się za szlifowanie i malowanie nowiutkiego mebla. Stąd myśl o kupnie czegoś z drugiej ręki, co poszłoby pod pędzel już bez większych sentymentów. Tak też się stało. Tym razem jednak nie pokusiłam się o żaden wyrazisty kolor, bo uznałam, że wśród wielu kolorowych akcentów w pokoju mogłoby to już być zbyt dużo. Wybrałam jasny odcień szarości z palety Tikkurila (kolor nr G488), bo z jednej strony chciałam, żeby delikatnie odcinał się od białej ściany, a z drugiej - nie przytłaczał zbyt ciemną barwą. I choć po otwarciu puszki z moim wybranym odcieniem wydawało mi się, że  jest jednak zbyt jasny, po pomalowaniu całego łóżka zmieniłam zdanie jest idealnie!(Ciężko oddać rzeczywisty kolor na zdjęciach zwłaszcza jeśli w grę wchodzą jasne odcienie szarości w sąsiedztwie bieli, ale uwierzcie na słowo.) I chociaż do tej pory nie pałałam miłością do szarości, teraz sama się zastanawiam co by tu jeszcze... zrobić na szaro. Nowe łóżko, co najważniejsze, chyba najbardziej spodobało się jego nowemu właścicielowi. Po skręceniu, Kuba od razu na nie wszedł i przez dobre półtorej godziny siedział i kazał sobie tylko przynosić nowe książeczki do czytania. A pierwszym zdaniem wypowiedzianym rano następnego dnia było "podoba się Kubie łóżko". Czy trzeba dodawać coś więcej?











Jesteśmy mniej więcej wpół drogi do ukończenia metamorfozy pokoju i obecny jego układ jest tylko tymczasowy. Nie przeszkodziło mi to jednak w tym, żeby już teraz tchnąć w niego trochę życia i udekorować po swojemu. I jak się okazało, wcale nie trzeba do tego robić dziur w ścianach wystarczy drabina (postawiona tu przypadkowo z braku innego miejsca), zrobiona na szybko girlanda z kulek i przyklejone wspólnie z synkiem obrazki za pomocą washi tape. I jak, podoba się? Bo mnie bardzo i już ostrzę sobie zęby na więcej, ale to dopiero po narodzinach nowego lokatora tego pokoju...

Podsumowując, na zdjęciach pokoju wystąpili:
Ściany pomalowane białą farbą Tikkurila Optiva Matt 5 (polecam zmywalna farba lateksowa, ekologiczna, ma zero LZO (brak rozpuszczalników organicznych) i rekomendację Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, więc jest idealna do malowania pokoi dziecięcych i nie tylko (my odświeżyliśmy nią ściany w całym mieszkaniu) 
Łóżko Ikea Leksvik pomalowane farbą Tikkurila Everal Aqua Semi Matt w kolorze G488
Swetrowy kot Gu
Wisząca chmurka Gu
Poduszka chmurka Gu
Pościel i poduszki Gu (post TUTAJ)
Szydełkowy samolot i traktor Gu (posty TUTAJ i TUTAJ)
Miętowy druciany kosz Belmam
Lotnisko (kosz z rafii na zabawki) Rice (post TUTAJ)
Świetlna girlanda Cotton Ball Lights
Duży miś Uglytoys


piątek, 24 kwietnia 2015

Podniebna wyprawka Franka

Nie wiem skąd mi się wziął ten chmurkowo-podniebny motyw, ale wszystko wskazuje na to, że opanował na dobre zarówno wyprawkę Franka, jak i powstający powoli pokój chłopaków. Wyprawka to w sumie dość szumne określenie na te kilka rzeczy, które przybyły z myślą o drugim synku. Nie ukrywam - większość rzeczy Franek odziedziczy po starszym bracie, więc ja skupiłam się nie tyle na zakupach, co na zrobieniu czegoś dla niego własnoręcznie (ale to już wiecie po przeczytaniu poprzednich postów :). I powiem Wam, że niezmiernie mnie to cieszy, że ta jego wyprawka jest głównie "handmade": szydełkowy kocyk (już prawie, prawie gotowy - czekam tylko na ostatnią dostawę włóczki), mobil z szydełkowych baloników i chmurek (w trakcie tworzenia), swetrowa poduszka chmurka i grzechotki zrobione na szydełku (skusiłam się tylko na oryginalną sarenkę z Sebry, ale poza tym jest 3:1 dla Gu vs. sklepy ;) . Do tego dojdzie jeszcze kołyska szlifowana w pocie czoła przez tatę Franka i komplet wzorzystych prześcieradeł, które właśnie szyję. Także jak widzicie, nie obijam się i ciągle mam tylko w głowie pytanie ile z tych rzeczy uda mi się skończyć przed tym, jak Franek postanowi do nas wyjść. A więc synku, jakie są Twoje plany?










PS. Przy okazji zdjęć zebrałam w jednym miejscu wszystkie swoje kolorowe druciaki. Większość trafi do pokoju chłopaków (już teraz przechowujemy w nich część zabawek), więc spodziewajcie się za jakiś czas zobaczyć je również w użyciu praktycznym.


środa, 22 kwietnia 2015

Cztery półki i pastele czyli moje codzienne widoki

W ramach odpoczynku od dziecięcych tematów (ale tylko na moment, bo kolejne zdjęcia i wpisy już w przygotowaniu) kilka kadrów z mojej codzienności (tej uporządkowanej, bo zdjęć klocków na środku salonu nie zrobiłam - a szkoda ;). Zapraszam więc serdecznie -  rozgośćcie się, wybierzcie sobie kubek na herbatę lub kawę i usiądźcie wygodnie na kanapie, a ja... będę kończyć zszywanie kocyka :)














piątek, 17 kwietnia 2015

Geometria w (szydełkowej) praktyce

72 kwadraty, 26 trójkątów i wiele, wiele godzin... odpoczywania. Aktywnego - bo z szydełkiem w ręku. Taki sobie właśnie znalazłam sposób na połączenie zaleceń lekarza, żeby w końcu spróbować znaleźć czas na odpoczynek, a swoją potrzebą tworzenia i robienia CZEGOŚ, która teraz bardzo przybrała na sile. Przy biurku, a na dodatek przy maszynie długo już nie wytrzymuję, za to na kanapie w półleżącej pozycji - to całkiem inna bajka :) 
Jak można się domyślić, z tych elementów powstaje kocyk dla Najmłodszego. W sumie, dla tego większego też, bo celowo zwiększyłam ilość kwadratów, żeby i Kuba się pod nim spokojnie zmieścił. Schemat to popularne tzw. "babcine kwadraty", ale łączę je w trochę niestandardowy sposób, bo we wzór karo. Teraz pozostaje tylko zagadka: kto pierwszy zdąży? Czy synek - wyjść na świat, czy mama - skończyć kocyk? Powiem Wam w sekrecie, że mam duże szanse wygrać ten wyścig z czasem, ale kto wie? Nigdy nic nie wiadomo...







Kocyk na każdym etapie tworzenia przechodzi szczegółowe testy kontrolne. Straszy brat pilnuje, żeby mama nie zrobiła bubla ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Balonem będąc...

Inspiracje czasami rodzą się same. Wpadają do głowy nie wiadomo skąd w środku nocy, pod prysznicem czy podczas jazdy autobusem. Bywają też takie oczywiste pomysły zainspirowane tym, co nas otacza, czym żyjemy lub tym, czym się... stajemy. Kiedy obserwuje się codziennie w lutrze brzuch rosnący jak balon, pomysł na powtórzenie tego motywu w dodatkach do pokoju chłopaków przychodzi sam. I chyba dlatego też tak bardzo spodobało mi się dzierganie tych małych baloników. A balony rosły, i rosły, i mnożyły się (bo z jednej strony dochodziłam do wprawy i w końcu uzyskałam wielkość, jaką chciałam, a z drugiej - postanowiłam uspokoić trochę ich kolorystykę i zrobić nowe,  bardziej stonowane). Te balony, nad którymi pracowałam na samym początku wyszły za małe, by w koszach pomieścić ludziki z Lego Duplo (a chciałam, żeby nie były tylko ozdobą, ale służyły Kubie do zabawy). Zrobiłam więc całkiem nowe, odrobinę większe, które od jakiegoś czasu dumnie wiszą w pokoju, który już niedługo będzie wyłącznie pokojem naszych chłopaków. Miejsca ich powieszenia póki co nie zdradzę, zobaczycie je w całej okazałości już wkrótce w pierwszej relacji z poczynionej metamorfozy pokoju.

 Baloników siedem plus jeden w tle :)


Plakat do wydrukowania znalazłam na Facebooku Oli Zebry - wpasował się nad łóżko Kuby idealnie zarówno kolorystyką, jak i motywem :)



PS. Mała podpowiedź praktyczna odnośnie mocowania baloników - muszą być koniecznie na sznurku, po którym łatwo je można przesuwać w jedną i drugą stronę. Wierzcie mi, na tym właśnie polega cała zabawa!

Szydełkowe baloniki to nie jest mój oryginalny pomysł, nie robię ich na zamówienie i nie sprzedaję. Girlanda powstała tylko i wyłącznie na nasze własne potrzeby. 

środa, 8 kwietnia 2015

O drobnych przyjemnościach

Mnie naprawdę niewiele potrzeba. Najczęściej wystarczy jak zaświeci słońce. Albo jak po kilku cięższych dniach mam siłę wyjść (ekhm, wytoczyć się ;) z Kubą na spacer i ku jego uciesze podjechać te trzy przystanki autobusem. Ile to atrakcji! "Mamo, mam tu taką kierownicę. Po plostu sobie kupiłem i kieruję apobusem." "Jedziemy z górki na pazurkiii!" Wysiadając z autobusu jeszcze obowiązkowe machanie łapką do kierowcy ("Panie kierowco, ahoj!") i  możemy zaczynać nasze małe wielkie zakupy w tak zwanym centrum naszej dzielnicy. W warzywniaku wybieramy krokusy i żonkile, wstępujemy na pocztę i obowiązkowo do piekarni po babeczkę dla Kubusia. W ogrodniczym znajdujemy szafirki, a w kwiaciarni ja dostaję w końcu jaskry, a Kuba - krówkę od miłej pani. Spacer kończymy na placu zabaw w parku, w którym pełno żółtych kwiatków i skaczących po drzewach wiewiórek. Wracamy do domu obładowani tym kwieciem i naładowani wiosennym słońcem.
Tak, mnie naprawdę niewiele potrzeba. Do dekoracji domu tym bardziej. Wystarczy trochę świeżych kwiatów, promienie wiosennego słońca i ludzie, którzy ten Dom tworzą.







Do swoich drobnych przyjemności zaliczam też wszelkie, choćby najmniejsze zmiany w mieszkaniu. Odmalowanie wszystkich ścian do drobnych robót nie należało i na pierwszy rzut oka niewiele zmieniło (poza efektem "świeżości", który pewnie widzimy tylko my), ale tak naprawdę dało spore pole do popisu i przemyślenia na nowo ściennych aranżacji. A więc na razie ściany nad komodą, kanapą czy moim blatem do twórczej pracy czekają na ostateczną koncepcję, natomiast na małym kawałku ściany obok kanapy w salonie trochę się już podziało. Muszę przyznać, że pomysłodawcą prezentowanej metamorfozy jest mój Mąż, który to w naszym domu jest "tym od funkcjonalności". Padł pomysł, żeby zrobić obok kanapy jakąś niską półkę, na której będzie można położyć kubek z herbatą czy czytaną obecnie książkę, a przy okazji zamontować na niej lampkę zamiast wiercić kolejne dziury. Półki zawisły dwie (powstały z przecięcia na pół długiej drewnianej półki z sypialni) i spełniają zarówno funkcję praktyczną, jak i ozdobną, a przy okazji organizują przestrzeń, na której dotychczas panował pewien misz-masz (tak to jest, jak co jaki czas dowiesza się na ścianie kolejne nowe elementy). Kąt "kanapowy" zyskał na atrakcyjności i nie ma się co dziwić, że okupuję go teraz dużo częściej. W wolnych chwilach działam intensywnie na szydełku (ostatnie zdjęcie podpowiada nad czym obecnie pracuję), a wieczorami urządzam tu swoje biuro (herbata, koc, poduszki i laptop na drewnianej tacy przeznaczonej do podawania śniadań do łóżka ;) i stąd właśnie teraz też do Was nadaję. 

Z wiosennymi pozdrowieniami,
Gu