środa, 24 lutego 2016

Zaproś wiosnę kolorami

Ona już idzie. To pewne! Bo gdyby nie była już blisko, to skąd tak znienacka pojawiłyby się te zielone listki na przyniesionych do domu gałązkach? Skąd przyszedłby mi do głowy pomysł, żeby pożyczyć z pokoju chłopców kulkową girlandę i powiesić... nad komodą w salonie? Skąd pojawiałyby się te dziesiątki nowych pomysłów na to, co wydziergać z kolorowych włóczek? (no dobra, akurat pomysły to przychodzą gromadnie bez względu na porę roku) I w końcu skąd to natchnienie, żeby ekspresową półgodzinną drzemkę Frania poświęcić nie na zasłużony odpoczynek z kawą na kanapie, ale na bieganie z aparatem po domu i robienie zdjęć? 
Wiosna już idzie. Nie może być inaczej, skoro już od stycznia cała wnętrzarska blogosfera przywołuje ją rozkwitającymi szafirkami, hiacyntami i żonkilami. A teraz jeszcze bazie, listki na gałązkach i KOLORY, a ona naprawdę już nie będzie miała wyjścia... Kto się przyłącza do przywoływania mojej ukochanej pory roku?


 

 









Girlandę z filcowych kulek możecie kupić w moim sklepie - jak widać sprawdza się nie tylko w pokojach dziecięcych ;)

Tablica z typografią "Excuse the mess..." to prezent handmade, który dostałam na urodziny od Męża mego (to motto takie życiowe, no nie?)

dąb Franciszek - TUTAJ dowiecie się skąd się u nas wziął
miętowa półka - TUTAJ zobaczycie jej przemianę i wersję z szufladkami, a TUTAJ jadalnię w całej okazałości (choć w wersji nieco nieaktualnej)
ceramika Bloomingville - w całej okazałości w TYM wpisie

Pozdrawiam Was serdecznie z ferii zimowych, które są do wczoraj były zimowymi tylko z nazwy. Tak, tak... wczoraj po tym, kiedy napisałam tego posta, w nocy spadł u nas śnieg. Widać zima jednak tak łatwo się nie poddaje...
Do zobaczenia przy okazji kolejnych wiosennych wpisów!
Gu

wtorek, 16 lutego 2016

Wnętrzarska bratnia dusza

Dokładnie pamiętam wpis, pod którym zostawiłam swój pierwszy komentarz u Lu. To było jakoś dwa lata temu i Ludmiła pisała o tym, jak lubi monochromatyczne skandynawskie wnętrza, ale tylko na zdjęciach i sama nie potrafiłaby mieszkać w domu pozbawionym kolorowych akcentów. Kiedy jeszcze pokazała swoje inspiracje na miętowo-żółtą kolorystykę w mieszkaniu, wiedziałam, że trafiłam na kogoś, kto nadaje na tych samych wnętrzarskich falach. Łączy nas zamiłowanie do tych samych kolorów ("kolorów mocy" jak to odpisała mi wtedy Lu) i trendów w urządzaniu wnętrz, kręcone włosy i podobne ksywki, a różni przede wszystkim temperament - pod tym względem jesteśmy jak ogień i woda ;) Teraz kolejną rzeczą jaką nas łączy jest to, że obie jesteśmy mamami. Lu spodziewa się narodzin swojej córeczki Romy w przeciągu najbliższego miesiąca i jeszcze zanim jej życie wywróci się o 180 stopni, miałyśmy okazję spotkać się w jej 25-metrowej warszawskiej kawalerce w gronie koleżanek-blogerek. Cóż to było za baby shower! Towarzystwo z Krakowa po Szczecin, rozmowy bez końca, śmiechy na pół dzielnicy... a na drugi dzień fotografowanie uroczego kącika Romy, przeglądanie maleńkich dziewczęcych ciuszków i innych dziecięcych akcesoriów pieczołowicie kolekcjonowanych przez młodą mamę - Lu. 
Kiedy tylko Lu podzieliła się z nami pierwszymi inspiracjami na kącik maleństwa, od razu wiedziałam, że wyjdzie z tego coś pięknego i trafiającego w 100% w mój gust. Są tu moje ulubione kolory (w połączeniu z różem, który w tym zestawieniu kupuję w ciemno!), wzory, piękne tekstylia, elementy vintage (z którymi mieszkanie Lu kojarzy mi się od samego początku) i osobiste elementy w postaci zabawek z dzieciństwa.












Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie podarować Romie czegoś od siebie :) Wpisując się w motyw wilka i zająca przewijający się w życiu (i mieszkaniu) Lu i jej męża, zrobiłam dla ich córeczki grzechotkę-zająca.









Jeśli tak jak mnie, podoba Wam się kącik Romy i to, co Lu do niego wybrała, na jej blogu - Enjoy Your Home możecie wziąć udział w konkursie z mnóstwem nagród, wśród których znajduje się sporo rzeczy, które możecie zobaczyć właśnie na dzisiejszych zdjęciach. 

Ciekawa jestem jak Wam podoba się kącik Romy i co najbardziej wpadło Wam w oko? I czy tak jak ja miewacie wrażenie, że nadajecie z kimś na tych samych wnętrzarskich falach i bez obaw powierzylibyście mu urządzenie swojego mieszkania?