poniedziałek, 30 maja 2016

Słodkie dekoracje pokoju dziecięcego

Donuty? Pączki? Oponki? Te pierwsze, amerykańskie z nazwy, jadłam dokładnie raz w życiu, za to te ostatnie robiła często moja babcia i kojarzą mi się bardzo miło z pierwszymi latami życia, które spędziłam mieszkając na wsi (później też, ale już w trochę większej wsi ;). Nie miały kolorowego lukru ani posypek i w ogóle takie mało pączkowe były, więc to skojarzenie jest może nieco naciągane, ale nasze błogie wspomnienia z dzieciństwa doszły do głosu i kazały mi tak nazwać te szydełkowe słodkości. Bardzo jestem ciekawa Waszego typu i tego, czy będąc dzieckiem też wcinaliście oponki. Dajcie znać i powspominajmy sobie w komentarzach, zbliżający się Dzień Dziecka sprzyja takim wspominkom.







Dlaczego girlanda? Mój Mąż się trochę śmieje z tego pomysłu i nie może pojąć po co ktoś miałby sobie wieszać w pokoju girlandę z jedzenia (nawet jeśli tylko szydełkowego). Cóż... ja mam małego bzika na punkcie przeróżnych girland, bo według mnie nic tak nie "robi" pokoju dziecięcego czy przyjęcia jak właśnie one. A taka słodka girlanda na pewno wyglądałaby świetnie np. w kąciku z zabawkową kuchenką.

Dla nieprzekonanych - szydełkowe oponki można kupić również na sztuki  i wykorzystać je do zabawy (testujemy je od dłuższego czasu - ja i moi dwaj mali kucharze).





Szydełkową girlandę z oponek/ donutów, jak i pączki do zabawy znajdziecie w moim sklepie, w którym z okazji Dnia Dziecka do 1.06 jest darmowa dostawa (zarówno na produkty dostępne od ręki, jak i te robione na zamówienie). Wystarczy przy zamówieniu wybrać odbiór osobisty.

Szydełkowa girlanda z 7 oponek - Gu (można zamówić dowolną ilość w dowolnych kolorach)
Szydełkowe pączki do zabawy - Gu
Królewna sówka w kolorze fuksji - Gu


żółty kocyk - Jollein (wygrana w konkursie)
kocyk w trójkąty - TK Maxx
szop pracz - Maileg (a to również konkurs)
łóżeczko - moKee

piątek, 6 maja 2016

Kolorowe łóżeczko Franka

Mój młodszy synek lada moment skończy rok. Naprawdę ciężko mi to sobie uświadomić, bo cały czas mam wrażenie, jakby tyle co był maj. To był gorący miesiąc i nie mówię tu tylko o tym, że rok temu pierwszego maja, w dzień przewidywanego porodu, jechałam na ktg do szpitala w sandałach...
Wam też może się wydawać, że Franek tyle co się urodził. W sumie na zdjęciach trochę tak to wygląda ostatni raz kiedy pokazywałam tutaj w całości pokój moich synków, stała tam jeszcze kołyska. Prawdą jest, że kiedy mój Mąż ją szlifował i malował, odgrażał się w żartach, że po takim nakładzie pracy, jaką w nią włożył, będzie musiała posłużyć Franiowi przynajmniej pół roku. I tak zaiste było. Nie dziwcie się więc, że nie porwaliśmy się na pomysł przemalowania również łóżeczka. Wizja szlifowania każdego jednego szczebelka skutecznie gasiła wszelkie moje zapędy dotyczące pomalowania łóżeczka na jakiś oryginalny kolor. Już myślałam, że skończy się na klasycznej bieli, ale znalazłam TO łóżeczko...





Ciekawy kolor jest!
Możliwość wyciągnięcia jednego boku na stałe jest!
Dodatkowe miejsce do przechowywania jest! (*akurat to zobaczycie dopiero następnym razem)

I tak miejsce zbyt małej już białej kołyski w pokoju chłopców zajęło łóżeczko moKee, które zaspokoiło jednocześnie moje estetyczne potrzeby czegoś nowego i innego oraz odpowiedziało na kwestie związane z funkcjonalnością. Jeśli chodzi o kolor przyznam, że długo rozmyślałam nad miętowym odcieniem Dusty Aqua, ale w końcu po zamówieniu darmowych próbek zdecydowałam się na ciekawy szaro-turkusowy odcień Stone Teal. To był strzał w dziesiątkę, bo ten kolor zdecydowanie nadaje "pazura" pokojowi moich chłopców. Mięta też jest piękna (wiem, bo widziałam na żywo u Lu), ale u nas byłoby już chyba zbyt pastelowo (przynajmniej póki mam samych synów ;). Zdecydowanie muszę pochwalić markę za duży wybór kolorów łóżeczek, bo pod tym względem mają nikłą konkurencję (a jeśli mają, to ze zdecydowanie wyższej półki cenowej). Wiecie, że lubię przemalowywać różne meble (zwłaszcza krzesła), ale czasem po prostu dobrze mieć alternatywę dla szlifowania i machania pędzlem.

Rozglądając się za łóżeczkiem zwracałam też uwagę na to, żeby miało jeden wyjmowany bok (lub kilka szczebli), dzięki czemu starsze już dziecko może samo do niego wchodzić. Łóżeczko, w którym spał nasz starszy synek nie miało takiej opcji i trochę nam tego brakowało.

Jeśli chodzi natomiast o kwestię dodatkowego miejsca do przechowywania... musicie poczekać do następnego posta z nowymi zdjęciami z pokoju chłopców. Zobaczycie tam wtedy aktualny układ w ich pokoju i to, jak łóżeczko prezentuje się z szufladą. Tymczasem zapraszam na przegląd nieco archiwalnych już zdjęć z łóżeczkiem w roli głównej. To, że zmieściło się tu i łóżeczko, i przewijak, i jeszcze zostało miejsce do zabawy, całkiem dobrze świadczy o możliwościach tego pokoju (ok. 10 m2), prawda? (Dla porównania, tak pokój wyglądał jeszcze z kołyską.)
 








Łóżeczko moKee Stone Teal
Szydełkowy kocyk, dywanik, poduszka chmurka i lis Gu
Poduszka z lwem Cytryna design
Słoń na kółkach Sebra