piątek, 26 sierpnia 2016

Nasze morze

Robię setki zdjęć tygodniowo. Czasami pewnie dochodzi do tysiąca. Te, które widzicie, gdy trafiają na blog czy do sklepu to zaledwie ułamek. Bo to zdjęcia rzeczy - jak piękne by nie były, to ciągle rzeczy. I choć ogromnie lubię te zabawy w aranżacje, stylizacje, to układanie i dobieranie kolorowych dodatków, to nic nie wygra nigdy ze zdjęciami... ludzi. Tak, nałogowo wprost robię zdjęcia moim bliskim i naszej codzienności, choć tutaj właściwie nic nie pokazuję. I jadąc na wakacje nad morze z moimi chłopakami też nie myślałam, że pokażę. Stwierdziłam jednak, że wyłamię się z tego swojego wnętrzarsko-twórczego blogowego schematu, pokonam trochę nieśmiałość i pokażę, że nie żyję samymi wnętrzami i szydełkowymi dekoracjami. To, co dziś Wam pokażę jest dla mnie warte stokroć więcej i zawsze, ale to zawsze będzie miało pierwszeństwo przed blogiem, przed sklepem, zamówieniami czy mailami. Chciałabym czasem napisać tu coś od serca, mam już takich postów w głowie dziesiątki, ale ciągle pomimo długiej filologicznej edukacji pisanie nie przychodzi mi łatwo. Ze zdjęciami jest mi dużo prościej, więc to im oddaję dziś głos. Dzisiaj dla odmiany: żadnych wnętrz, żadnych stylizacji, tylko rzeczywistość tu i teraz i kawałeczek mojego świata.




























Tak naprawdę to tylko mała, pieczołowicie wybrana cząstka naszych nadbałtyckich wspomnień. Sto razy więcej utrwalonych na fotografiach uśmiechów zostawiamy już dla siebie i do naszych rodzinnych albumów.


A, i żeby nie było -  mam też dowód, że faktycznie tam byłam :)

wtorek, 9 sierpnia 2016

DIY: Jak zrobić worek na kapcie... lub plecak na indiańską wyprawę

Kiedy Ładnebebe zaprosiło mnie do wzięcia udziału w cyklu o przygotowaniach do września (czytaj: przedszkola / szkoły), podeszłam do zadania bardzo osobiście i pomyślałam o tym, czego brakuje mojemu przedszkolakowi Kubie. Worka na kapcie! A właściwie na... wszystko, co tylko przyjdzie do głowy. Przypomniałam sobie nasze zeszłoroczne długie jesienne spacery po przedszkolu, kiedy kilogramami zbieraliśmy razem kasztany, żołędzie, liście... no i oczywiście patyki. Teraz więc zabraliśmy się razem do pracy i wspólnymi siłami stworzyliśmy worko-plecak nie tylko na przedszkolną wyprawkę, ale też (a może przede wszystkim) na indiańskie skarby. Pamiętacie mój post o tym jak zrobić tipi? Bawimy się dziś znowu w Indian, wyciągamy resztki materiału, te same farby do tkanin i działamy!


Potrzebujemy:


- bawełnianą tkaninę o wymiarach 84 cm x 38 cm, nożyczki, nici, maszynę do szycia
- gruby bawełniany sznurek (np. o średnicy 5 mm)
- agrafka
- farby do tkanin
- pędzelki
- ziemniaki
- nożyk

 
Z materiału wycinamy długi prostokąt o wymiarach ok. 84 cm x 38 cm. Brzeg dłuższego boku zawijamy na około 1 cm, a następnie drugi raz na podobną szerokość. Zaprasowujemy zagięcie żelazkiem lub przypinamy szpilkami. Tak przygotowaną krawędź przeszywamy na maszynie ściegiem prostym. Tak samo robimy z drugim dłuższym bokiem naszego prostokąta.
 


 
Robimy teraz tunel na sznureczki do naszego worko-plecaka. Brzeg krótszego boku zawijamy na około 1 cm, a następnie na ok 2 cm. Szerokość tego tunelu zależy od grubości sznurka - trzeba zrobić wystarczająco szeroki, żeby bez problemu wciągnąć do niego dwa sznureczki. Po zawinięciu postępujemy analogicznie jak przy poprzednich krawędziach.
 

Składamy prostokąt na pół prawą stroną do środka. Ze sznurka odcinamy dwa kawałki o długości ok. 8 cm. Składamy na pół tworząc pętelki, wkładamy je do środka między dwie warstwy materiału ogonkami na zewnątrz. To będą uchwyty, do których przymocujemy na dole szelki naszego plecaka. Przypinamy szpilkami obie warstwy materiału ze sobą i zszywamy na maszynie zaczynając od dołu plecaka i kończymy tuż przed tunelem na sznureczki. Zakańczamy i przewracamy plecak na prawą stronę.
 


Odcinamy dwa kawałki sznurka o długości ok. 120 cm (na wszelki wypadek lepiej uciąć dłuższy i dopasować później do wzrostu dziecka). Na jednym końcu zaczepiamy agrafkę i za jej pomocą (przesuwając ją kawałek po kawałku w tunelu) przeciągamy sznurek najpierw przez jeden tunel, a następnie przez drugi tak, żeby oba końce tego samego sznurka wychodziły po tej samej stronie plecaka. Drugi sznurek zaczynamy przeciągać od drugiej strony plecaka i postępujemy analogicznie - obie końcówki mają wychodzić po drugiej stronie plecaka (do zdjęcia celowo użyłam dwóch różnych sznurków, żeby to łatwo pokazać).
 
 

Plecak zamykamy pociągając jednocześnie szelki plecaka w dwie różne strony. Można już teraz przymierzyć plecak, żeby dopasować długość sznurków, ale zanim je zawiążecie i odetniecie końcówki, lepiej najpierw zająć się ozdabianiem worka.
Teraz wracamy pamięcią do lekcji plastyki w podstawówce. Bierzemy ziemniaki, przekrawamy na połówki i wycinamy pożądane kształty. Trójkąty są chyba najłatwiejsze do wycięcia, a wykorzystując kilka różnych wielkości i kolorów można z nich utworzyć bardzo efektowne wzory. Przygotowujemy farby do tkanin, kilka pędzelków, a do środka worka koniecznie wkładamy tekturę lub kartki papieru, żeby farba ze stempli nie przebijała na drugą stronę.
 

Tutaj do działania wkraczają dzieci! Farbę do tkanin nakładamy pędzelkiem na stempel, a nasi mali pomocnicy odciskają wzór na materiale. Stemplujemy do woli na tyle na ile pozwala nam kreatywność, rozsądek i zapas farb. Farby na tkaninie schną bardzo szybko, ale dopiero po 24 h można materiał przeprasować i w ten sposób utrwalić wzór.
 




Niech Was nie zwiodą małe rączki Frania - pędzle z farbą lepiej zostawić dla siebie






Zakładamy worek na plecy dziecka i dopasowujemy długość sznurków. Jeśli już przygotowujemy się na wrzesień, to do gotowego plecaka pakujemy przedszkolną wyprawkę, a jeśli korzystamy jeszcze z wakacji to... zamieniamy przedszkolny worek na indiański kołczan, zakładamy pióropusz i ruszamy na wyprawę z wodzem Indian!











 



Do zabawy w Indian wprost niezbędny jest pióropusz, który zrobicie łatwo według instrukcji Izy z bloga Colores de mi alma

A po więcej DIY w temacie przygotowań przed wrześniem znajdziecie na Ładnebebe w tym wpisie. Jeden jest autorstwa koleżanki po wnętrzarskim fachu - Karoliny z bloga Ale tu ładnie :)

Zostawiam Was z tym wakacyjnym klimatem na blogu i wracam do pakowania na wyczekany urlop. Wyruszamy nad ranem! Ahoj przygodo!