piątek, 19 lipca 2013

Pastele w salonie

Przez ostatnie dwa miesiące w naszym salonie rządziły pastele ożywione jasną zielenią. A inspiracją do takiej kolorystyki były... zasłonki w tulipany kupione za całe 9 zł. Niby fiolety i róże to niezupełnie moje klimaty jeśli chodzi o wystrój mieszkania, ale jakoś nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby martwić się o to czy będą mi do czegoś pasować. Bo ze mną to jest tak... Jak wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na kolor, wzór, styl, to nagle pasujące rzeczy zaczynają mi same wpadać w ręce. Lubię kolory, lubię je mieszać, zestawiać i kombinować. I lubię to, jak drobne rzeczy potrafią zmienić całe wnętrze. A najbardziej to lubię, jak taką metamorfozę można zrobić niewielkim nakładem kosztów. 
Tutaj wyglądało to tak: najpierw były zasłonki kupione jeszcze późną zimą. Czekały na wiosnę, a w tym czasie zaczęłam zbierać materiały na poduszki. Chociaż zbieranie to złe słowo, bo one za każdym razem trafiały się po prostu przypadkowo. A tu materiał, innym razem poszewki od Mamy, jeszcze innym razem znaleziony na dnie szafy skrawek materiału... Z gotowymi poduszkami wygląd kanapy też się zmieniał. Jednego wieczoru do żółtych i liliowych dołożyłam turkusową, innego (kiedy już mi się trochę opatrzyły) wyciągnęłam z szuflady zielone poszewki i spodobało mi się to świeże połączenie.
Metalowe doniczki. Kupowane stopniowo i trochę też przez przypadek. Najpierw zielona trafiła się zimą za kilka złotych w Tk Maxxie i już wtedy "widziałam" w niej posadzone na wiosnę żonkile. Prawda jest taka, że z posadzonych żonkili zakwitł tylko jeden, ale za to chwilę później wyhodowałam w niej bujną trawę na Wielkanoc. Natomiast liliowa doniczka kupiona kilka tygodni później razem z ceramicznymi dzwoneczkami-kwiatkami na Allegro też za jakieś śmieszne pieniądze. 
Do ceramicznych kwiatków mam zresztą słabość. Zaczęło się od prezentu w postaci dwóch turkusowych świeczników (Ewe i Michał, pozdrawiam Was :), prawie rok później znalazłam w jednym sklepie internetowym przecenione dwie sztuki tulipanów (jeden okazał się być w takim samym kolorze jak te, które miałam, więc pomalowałam go na nieco jaśniejszy kolor), a dwa jasne świeczniki-kwiatki z Bloomingville kupiłam jakiś miesiąc temu, kiedy idealnie wpasowały się w panującą u nas kolorystykę. 
Dość gadania, zapraszam do mojego salonu.

Kwiaty zakwitły na komodzie...


...i pod sufitem




 Sowy i kot z motywem stokrotkowym




I tradycyjnie koty pod kolor poduszek :)





7 komentarzy:

  1. Witaj.Lubię takie pastelowe kolory.Pięknie wszystko dobrane i te koty..super. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak kolorowo i pastelowo! :) Piękne świeczniki, zakochałam sie :D

    Pozdrawiam i na pewno będę zaglądać :)

    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Sofa wygląda prześlicznie, schrupałabym ją, taka jest słodka!! :D Hihi, podobnie jak sowio-kocią rodzinkę :P Przeuroczo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie jest u Ciebie! Bardzo mi odpowiada ta kolorystyka :) Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przestać nie mogę cieszyć oka tymi poduchami.
    Rewelacyjne są.
    I jaki porządek;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie poduszki wyglądają razem rewelacyjnie, ale nie mogę przestać zachwycać się tymi okrągłymi :) Są takie słodkie i optymistyczne :)

    OdpowiedzUsuń