poniedziałek, 30 czerwca 2014

Jak ładnie udekorować niekoniecznie ładną salę weselną



No właśnie... Wszystko pięknie, kiedy mamy do wyboru dziesiątki odpicowanych sal w eleganckich restauracjach i możemy przebierać do woli szukając tej, która jest najbliższa naszej wizji. Sprawa ma się zupełnie inaczej, kiedy wyboru zupełnie nie ma albo jest ograniczony do dwóch miejsc: remiza albo sala w domu kultury (Kto tak jak ja pochodzi z małej miejscowości, pewnie będzie wiedział o czym mówię ;). Wtedy to miejsce dyktuje warunki i wizja wystroju musi powstać na nowo. Najczęściej trzeba samemu nieźle się nagimnastykować, żeby całkowicie ją odmienić, ale warto podjąć takie wyzwanie. Satysfakcja gwarantowana - mówię to z własnego doświadczenia!

Od mojego ślubu minęło już prawie trzy lata, ale ostatnio miałam okazję obserwować przygotowania do ślubu mojej kuzynki. Obie zdecydowałyśmy się wziąć ślub w naszej rodzinnej miejscowości, gdzie z tzw. zapleczem weselnym krucho i od początku wiadomo, że nie znajdziemy tu wymarzonej sali rodem z zagranicznych inspirujących zdjęć ślubnych. Ale od czego mamy głowy pełne pomysłów i zapał do tworzenia?

Kasia przez dłuższy czas głowiła się nad tym, co zrobić z tym nieszczęsnym pomarańczem na ścianach. Wymyśliła, że po pierwsze wyciszy go trochę dużą ilością bieli w postaci upiętych tkanin, a po drugie: wykorzysta go jako jeden z kolorów przewodnich w dekoracjach. Powstała ciekawa paleta barw, dość nieoczywista na tę okazję, ale bardzo miła dla oka. Pomarańcze, róże i biel pięknie komponowały się zwłaszcza w  licznych bukietach kwiatów porozstawianych na stołach oraz pomponach z bibuły wiszących nie tylko na sali, ale też w mniej reprezentacyjnych miejscach takich jak klatka schodowa czy korytarz. Kiedy przejrzycie zdjęcia, zobaczycie, że do tak efektownej metamorfozy sali wcale nie trzeba wiele: wystarczy sporo różnokolorowej bibuły, najzwyklejsze słoiki, które można ozdobić sznurkami, wstążkami czy papierowymi ażurowymi serwetkami; dużo świeżych kwiatów, kolorowe ramki i zdjęcia. Natomiast bardzo dużo potrzeba czasu i chęci, żeby wszystko zrobić samodzielnie (tutaj jedyną rzeczą, która była zlecona dekoratorce było upięcie tkanin pod sufitem i na ścianach). Co do tego, że warto, nie mam wątpliwości. Zobaczcie sami, jaki efekt można uzyskać!

















piątek, 13 czerwca 2014

Moja pracownia wieczorową porą i kilka słów do Was



Nierzadko weekend dla mnie oznacza czas wzmożonej pracy. Tak już jest, kiedy w tygodniu ma się co najmniej kilka etatów na czele z tym najważniejszym  i angażującym prawie 24 godziny na dobę - byciem mamą. Więc kiedy tylko mam "wolne", siadam do maszyny i tworzę te moje koty, sowy, chmury i wszystko inne, co jeszcze na bieżąco wyyślam. I wiecie co? Uwielbiam to! Choć nie aż tak, żeby wybierać szycie zamiast piątkowego wspólnego spaceru na Kopiec Piłsudskiego, czy pikniku połączony z obserwowaniem lądujących samolotów, czy po prostu wyjścia z rowerkiem na plac zabaw w ciepły letni wieczór z moimi chłopakami. Tak więc po dzisiejszym spacerze we trójkę siadłam w końcu do maszyny i zastał mnie wieczór. A kiedy uszyłam, co miałam uszyć, wstałam od stołu i z dalszej perspektywy zobaczyłam taką ładną grę światła. Chwyciłam za aparat, któremu ostatnio dałam wolne i z którym chyba najwyższy czas się przeprosić. Zapraszam Was więc na chwilkę do mojej pracowni.


A tak to wygląda z mojej perspektywy. Dla lepszego wyobrażenia sobie jak tu u mnie jest, podpowiem Wam, że maszyna strasznie hałasuje. Ale ja to lubię, bo kojarzy mi się z domem i Mamą zaszytą przy tym właśnie łuczniku przy coraz to nowych pomysłach i przeróbkach krawieckich. Maszyna jest starsza ode mnie o rok, a Mama podarowała mi ją w prezencie imieninowym dwa lata temu. Nie pamiętam innego prezentu, który by tak zmienił moje życie.


Napisałam ten post zupełnie spontanicznie. Rzadko tak mam, ale to nie znaczy, że pomysłów mi brakuje. Powiedziałabym raczej, że jest ich za dużo i niestety nigdy nie wyrabiam czasowo, żeby wszystkie zrealizować. Wszystkie pomysły spisuję w swoim notesie i czekają nieraz bardzo długo. Nawet niektóre z początków mojego blogowania ciągle nie mogą się doczekać. Mam teraz taki czas, że lista tych postów się wydłuża, a żadnego zrealizowanego pomysłu nie skreślam. Powstrzymuje mnie jeden zaległy wpis, który czeka już z dwa tygodnie i nijak nie mogę się za niego zabrać, a powinnam. Mam też dużo mniej czasu, bo dostaję sporo zamówień indywidualnych ze sklepu i muszę je zrealizować. I oczywiście ogromnie mnie to cieszy! Tylko głupio mi tak z powodu tej ciszy tutaj i tego, że się nie odzywam. No i sama chętnie wyrwałabym się z tego blogowego marazmu... Tyle pomysłów czeka na pokazanie! Także proszę o jakieś kopy bądź mowy motywacyjne i patenty na to, jak rozmnożyć wolny czas i wziąć się w garść. Do szybkiego (mam nadzieję) zobaczenia!

Gu

środa, 4 czerwca 2014

Cztery odsłony dziecięcego pokoju wg Gu

W tym przypadku pokój dziecięcy to dużo powiedziane, bo pokażę tylko łóżeczko, półkę nad nim i czasem jakieś jedno krzesełko czy kosz. Ale o to właśnie chodziło. Chciałabym dzisiaj pokazać jak za pomocą dosłownie kilku dodatków i subtelnych dekoracji można całkowicie zmieniać wygląd najmniejszego nawet kącika dla dziecka. Nie ukrywam, że post jest sponsorowany przez mój własny sklep Gu i wszystkie poduszki i zabawki prezentowane na zdjęciach wyszły spod moich rąk :)

PS. Prawda jest taka, że ja też czasem lubię się nimi pobawić. A że jedną z moich ulubionych zabaw jest dekoracja i aranżacja wnętrz, to zabawa skończyła się tak jak na zdjęciach.

Odsłona pierwsza: pokój w stylu marynistycznym





Kot z żaglówką - do kupienia TUTAJ
Sowa z wzorem w kotwice - TUTAJ
Kot z kotwicą - TUTAJ
Czerwono-biały kot w paski - TUTAJ
Biało-błękitny kot - TUTAJ
Kot w czerwono-granatowo-niebiesko-szaro-białe (uff ;) paski - TUTAJ


Odsłona druga: ukochane pastele






Miętowa sówka - do kupienia TUTAJ
Różowa sowa w koronie - TUTAJ
Brzoskwiniowy kot w paski - TUTAJ
Różowo-fioletowy kot z milutkiego swetra - TUTAJ

Osłona trzecia: pokój w świeżej, wiosennej, zielono-niebieskiej kolorystyce





Mały zielono-niebieski kotek - do kupienia TUTAJ
Swetrowy krokodyl - na zamówienie (z tego samego swetra)
Mega kot w paski - TUTAJ

 Odsłona czwarta, z nazwaniem której mam problem... może po prostu subtelna, romantyczna i stonowana... Podsuńcie jakieś pomysły, co?









Duża sowa w koronie (moja ulubiona :) - do kupienia TUTAJ
Bardzo duża, bardzo puchata poduszka chmurka - TUTAJ
Jeż - TUTAJ
Szara sówka we wzorki - TUTAJ
Szary kot we wzorki - na zamówienie (mogę zrobić podobny z tego samego swetra)


Ciekawa jestem, która aranżacja najbardziej Wam się podoba. Ja jestem rozdarta. Marynarskie kocury mają charakter i są świetne do letniej aranżacji pokoiku (można się poczuć jak nad morzem); pastele uwielbiam pod każdą postacią i z niektórymi z tych zwierzaków ciężko mi się było rozstać; zielony z niebieskim to od zawsze moje ulubione połączenie kolorów, a te śpiące sówki i chmurki w takich stonowanych kolorach chwytają za serce :)