piątek, 25 lipca 2014

DIY w 5 minut...

...czyli o tym, jak ze zwykłego pudła na klocki zrobiłam takie oto scandi cudo:


Kartonowe pudełko na drewniane klocki długo czekało na to, żeby coś z nim zrobić. A wymagało tego, bo już w kilku miejscach było naderwane, pokrywka była za luźna i w ogóle takie było... zwykłe. A ja zwykłe rzeczy lubię przerabiać, żeby stworzyć coś oryginalnego i estetycznego. 


Pomysłów było jak zwykle dużo: malowanie, wyklejanie szablonów itp. itd... tylko czasu jakoś nie mogłam na to znaleźć. Aż tu idealny materiał do metamorfozy wpadł mi w ręce i nie miałam się już nad czym zastanawiać. Nie musiałam też specjalnie szukać wolnego czasu do mojego projektu DIY, bo całość zajęła mi jakieś 5 minut. 


Mój papier samoprzylepny nie dość, że ma bardzo ciekawy skandynawski wzór w trójkąty, to jeszcze ktoś, kto go zaprojektował, wpadł na genialny pomysł, żeby na drugiej stronie zrobić siatkę, co bardzo ułatwia wycinanie papieru. Nie wiem, może to i już powszechne już rozwiązanie, ale ja spotkałam się z nim po raz pierwszy i byłam zachwycona tym, że nie trzeba się martwić o to, czy wytnę prosto czy krzywo. Poza tym oklejanie tym papierem to sama przyjemność. Jeśli coś wyjdzie krzywo, lub się zmarszczy, to łatwo można odkleić i poprawić.*

Tak prezentuje się nowe-stare pudełko na klocki. Nie tylko zyskało na wyglądzie, ale i trwałości, bo papier wzmocnił nadszarpnięte brzegi i zgięcia.


Na fali przeróbek "podrasowałam" też jedno ze swoich pudełek na drobiazgi. W tym przypadku wystarczyło tylko włożyć kawałek papieru za szybkę.


 * To brzmi jak reklama, ale nią nie jest :) Po prostu polecam z własnego doświadczenia do wszelkich robótek. Papier kupiłam w sklepie Tiger i ubolewam nad tym, że na razie jest tak daleko ode mnie.

wtorek, 22 lipca 2014

Mięta i róż w sypialni



Dzisiaj z dziecięcego kąta w sypialni przenosimy się na drugą stronę. Nowa pościel do łóżeczka synka sprawiła, że cały pokój zyskał na spójności. W tym momencie króluje tu mięta, która po naszej stronie pokoju jest uzupełniona różowymi i łososiowymi akcentami, a po stronie należącej do Kuby - turkusowymi i żółtymi (co można było zobaczyć w poprzednim poście). 





PS. Wazonik z kwiatkiem stoi do tej pory i nie mogę się nadziwić, że Kuba się nim jeszcze nie zainteresował ;) Czyżby czasy ściągania wszystkiego z półek minęły na dobre?

czwartek, 17 lipca 2014

Miętowe trójkąty, turkusowy chevron, żółty detal... czyli co Gu porabia na "urlopie"

Co porabia? Ano szyje! Ale że urlop* to urlop, to szyłam w końcu coś dla swojego dziecka, a nie dla cudzych. 

*urlopem w tym kontekście nazwano kilka dni u rodziców Gu, podczas których Kuba mógł wyszaleć się do woli w ogrodzie dziadków, nacieszyć się nimi i vice versa (tzn. oni mogli się nacieszyć nim i... wyszaleć biegając za tym małym huraganem)

Uszyłam więc pościel dla swojego synka i powiem szczerze, że troszkę mu jej zazdroszczę. Ale najbardziej to się cieszę, że w końcu miałam czas, żeby uszyć coś dla niego i to coś innego, niż robię na co dzień.

Pościel jest dwustronna; na jednej stronie są miętowe trójkąty, na drugiej turkusowy chevron, a wszystko podkreślone kontrastową żółtą wypustką, która dodaje charakteru całej pościeli. Dumna jestem ogromnie ze swojego dzieła, tym bardziej, że to moja pierwsza próba z wszywaniem wypustki. Ale jak się okazało, dla chcącego nic trudnego!


Zanim jednak pokażę Wam pościel w całej okazałości, najpierw obiecane zdjęcia wiszącej chmurki nad łóżeczkiem Kuby.
 



 Nowa pościel wspaniale komponuje się z wzorami i kolorami na kocyku.

 Pościel jest dwustronna, więc wygląd łóżeczka można bardzo łatwo zmienić odwracając tylko kołderkę i poduszkę (a ja bardzo lubię częste zmiany).

Nie mogłam się zdecydować na jeden model poduszki, więc uszyłam też drugą - całą w drobne miętowe romby. Znając siebie, poduszki będą wędrować i zamieniać się miejscami: raz jedna u Kuby, a druga w salonie, a za jakiś czas na odwrót. Materiały na nowe poszewki jeszcze czekają na spotkanie z maszyną, ale o tym już innym razem...

poniedziałek, 14 lipca 2014

Chmury, chmurki... mobil nad łóżeczko i poduszki


Kilka tygodni temu kreatywny konkurs organizowany przez Cotton Ball Lights zmobilizował mnie do zrealizowania kolejnego projektu, który miałam już w głowie od jakiegoś czasu. Po uszyciu pierwszych sweterkowych poduszek chmurek przyszedł czas na wiszącą chmurkę dającą kolorowy deszcz. Zadaniem konkursowym było kreatywne wykorzystanie kulek. Ja wzięłam na warsztat różnokolorowe filcowe kulki, których używam do ozdabiania koron moim swetrowym poduszkom sowom. Deszczowa chmurka spodobała się nie tylko mnie, ale i konkursowemu jury, bo zdobyłam z nią wyróżnienie w konkursie. A prawda, że ładnie komponuje się z kolorową girlandą świetlną Cotton Ball Lights?


Chmurka-prototyp została z nami i wisi nad łóżeczkiem Kubusia. Mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu pokażę Wam jak się tam prezentuje.

Chmurkę (która może służyć za mobil nad łóżeczko lub ozdobę ściany) można kupić i zamówić oczywiście tutaj: http://gu-tworzy.pl/produkty/swetrowe-chmurki/wiszaca-chmurka/ (jeden egzemplarz jest dostępny od ręki)

Jeśli już o chmurach mowa, odkąd zrobiłam pierwsze trzy poduszki chmurki na targi pod koniec maja, regularnie dostaję maile z zamówieniami. Realizuję je na bieżąco, a nowych chmurek do sklepu nawet nie mam kiedy zrobić. Dodałam więc do sklepu chmurki z opcją na zamówienie. Nie oznacza to natomiast, że odchodzę od swojego założenia, że robię tylko pojedyncze sztuki i niepowtarzalne egzemplarze. Każda chmurka i tak wychodzi inna, bo nawet jeśli są robione na bazie tego samego wykroju, to każdy sweter jest inny, inaczej się naciąga, ma inny splot i odcień. I właśnie to można dzisiaj zobaczyć na zdjęciach kilku wybranych chmurek, które do tej pory uszyłam.




Na zamówienie zrobiłam chmurkę w bardziej chłopięcym wydaniu, czyli z niebieskimi rumieńcami.



To zdjęcie dobrze obrazuje to, że każda chmurka jest niepowtarzalna :)





 Dwie chmurki zapakowane w taki własnoręcznie ostemplowany papier pojechały do siostrzyczki i braciszka.

Dla zainteresowanych praktycznymi informacjami: wszystkie poduszki chmurki Gu uszyte są ze swetrów, dzięki czemu są bardzo miłe w dotyku. Wypełnienie jest antyalergiczne, a ja przykładam dużą wagę do tego, żeby poduszki były wypchane maksymalnie, tak żeby po jakimś czasie użytkowania nie straciły dużo na objętości. Teoretycznie można je prać w pralce, najbezpieczniej w 30 stopniach, choć pewnie i 40 stopni nie zaszkodzi. Radziłabym tylko, żeby ustawić wirowanie na odrobinę mniejsze. 

Chmurki w różnych rozmiarach i kształtach można zamówić przez mój sklep internetowy, tutaj: www.gu-tworzy.pl lub pisząc maila na aga@gu-tworzy.pl Cóż jeszcze dodać... może to, że naprawdę bardzo lubię je robić i to, że moje poduchy znajdują nowe domy niezmiennie sprawia mi ogromną radość :)

W planach mam zrobienie nowych chmurek w pastelowych kolorach, ale nie wiem kiedy mi się to uda (choć swetry już mam). No chyba, że ktoś takiej właśnie zapragnie, a wtedy zabiorę się od razu do dzieła!

sobota, 5 lipca 2014

Wycieraczka w trójkąty - DIY



Jakoś ponad miesiąc temu wybierałam się do Warszawy na warsztaty stylizacji dla blogerów wnętrzarskich. Jednym z punktów programu miał być konkurs na najlepszy projekt Do It Yourself, co przyznam szczerze - bardzo zmotywowało mnie do działania i wymyślenia czegoś kreatywnego. Pomysł pojawił się szybko. Zastanawiając się nad tym co by tu można zrobić, rozglądałam się po mieszkaniu. Kiedy dotarłam do przedpokoju, od razu wiedziałam, co by się nam na pewno przydało - nowa wycieraczka. Do tej pory przed drzwiami wejściowymi leżała najzwyklejsza wycieraczka, co mi jakoś bardzo nie przeszkadzało. Prawda, że czasem trafiałam przypadkiem w sklepach internetowych na ciekawe, ładne wycieraczki rodem ze Skandynawii, ale niestety ich cena też była typowa dla skandynawskich drogich marek, więc nie zachęcała do zakupów. Kiedy tylko zaświtał mi w głowie pomysł na zrobienie swojej wycieraczki, wiedziałam, że to jest to i zabrałam się do dzieła. I Was dzisiaj też chciałam zachęcić do zadziałania w tym kierunku. Cały proces nie jest skomplikowany, tylko trochę czasochłonny, za to efekt końcowy bardzo satysfakcjonujący.

Jak zrobić wycieraczkę w skandynawskim stylu

Potrzebne będą: 
- zwykła, gładka, jednokolorowa wycieraczka z naturalnych materiałów (moja jest z włókien kokosa)
- kawałek papieru mniej więcej wielkości wycieraczki
- ostre nożyczki, linijka, flamaster, przydadzą się też ołówek, kredki
- srebrna taśma (Nie wiem, jak się fachowo nazywa, ale jest to taka mocna taśma klejąca. Chodzi o to, żeby łatwo się odklejała od np. szyby, a żeby dobrze się trzymała wycieraczki. U mnie taśma malarska nie zdała egzaminu.)
- kawałek szyby, pleksi itp. (Coś, na co można przykleić taśmę, która później łatwo się od tego odklei.)
- farba w sprayu (Radzę wziąć raczej ciemniejszy, intensywny kolor, a nie np. biały. Próbowałam: biała farba wsiąkała w wycieraczkę i bardzo mało jej było widać.)
- folia lub karton do podłożenia pod wycieraczkę przy malowaniu sprayem
 

1. Odrysowujemy wycieraczkę na kartce papieru i projektujemy na niej swój wzór. Ja poszłam w modne ostatnio trójkąty, bo bardzo lubię ten wzór i stosunkowo łatwo można go zrobić. Natomiast w trakcie pracy trochę żałowałam, że nie zrobiłam tylko dwóch rzędów i mniejszej ilości trójkątów, bo byłoby dużo mniej klejenia taśmą i wycinania.
2. Wymyślony wzór można pokolorować, żeby go sobie lepiej wyobrazić. Kilka trójkątów można też zrobić w innych kolorach.
3. Z projektu wycinamy jeden trójkąt.

4. Na kawałku szyby (ja wyjęłam z dużej ramki na zdjęcia) przyklejamy kawałek taśmy nieco dłuższy niż wysokość trójkąta.
5. Kolejne kawałki przyklejamy obok, ale tak, żeby trochę zachodziły na poprzednie (Chodzi o to, żeby przy odklejaniu odchodziły w jednym kawałku.).
6. Na przyklejonych taśmach odrysowujemy trójkąt.
7. Odklejamy całość i wycinamy trójkąt.

8. Teraz wystarczy przykleić go na wycieraczce w zaplanowanym miejscu i powtórzyć poprzednie kroki jakieś 16 razy... (lub mniej, jeśli wybieracie większe trójkąty i mniejszą ich ilość).
9. Jeśli chcecie, żeby kilka trójkątów było w innych kolorach, przed spryskaniem farbą trzeba je zakryć kawałkami papieru. Najlepiej przykleić je kawałkami taśmy klejącej.
10. Spryskujemy farbą wycieraczkę. Oczywiście w przewiewnym miejscu (w ogrodzie, na balkonie) i zabezpieczywszy przedtem podłoże folią lub kartonem.
11. Teraz trójkąty, które mają być w innych kolorach odkrywamy, a resztę wycieraczki zakrywamy kartkami papieru i przyklejamy taśmą. Malujemy te pojedyncze miejsca farbą w innym kolorze.
12. Teraz najlepsze: odklejamy trójkąty z taśmy i podziwiamy nasze dzieło :)
13.  Po wyschnięciu farby kładziemy wycieraczkę przed drzwiami i przy każdym wejściu do domu/ mieszkania uśmiechamy się do siebie na widok tego własnoręcznie zrobionego dizajnerskiego dodatku :)



Ciekawa jestem jak Wam się podoba mój pomysł i jeśli tylko spróbujecie go wykorzystać, koniecznie pochwalcie się efektami. 

No chyba, że Wam się nie chce/ nie macie czasu/ cierpliwości itd., to mogę jedną wycieraczkę w podobnym stylu odsprzedać w cenie materiałów do jej wykonania. Sprawa wygląda tak...

Tak jak pisałam, projekt wycieraczki stworzyłam głównie w myślą o spotkaniu blogerów/ warsztatach pod koniec maja. Zgłosiłam do konkursu trzy różne projekty, które wymyśliłam i zrealizowałam. Bardzo się ucieszyłam, kiedy okazało się, że dwa z nich wezmą udział w konkursie, podczas którego będę miała pokazać, jak je zrobić. Wtedy to była moja główna motywacja do wyjazdu, bo chwilę wcześniej zaczęłam się zastanawiać, czy jednak jechać (podróż do Warszawy w tę i z powrotem to jednak dla mnie całodniowa wyprawa). No ale kiedy dostałam się do konkursu, poczułam się już zobligowana do przygotowania prezentacji i pojawienia się z wszystkimi materiałami potrzebnymi do niej.) Wieczór przed wyjazdem okazało się, że torba podróżna zapakowana dwiema ciężkimi wycieraczkami, sprayami, dywanikami i wszystkimi niezbędnymi przyborami waży... dużo. Nawet bardzo dużo jak na samodzielne dźwiganie jej po mieście. A na koniec stała się tak z dziesięć razy ciężka, kiedy dowiedziałam się, że dźwigałam ją... po nic. Że cała moja praca właściwie na nic, bo po zakończeniu spotkania okazało się, że żadnych prezentacji DIY nie będzie, bo "plany się zmieniły"... Szkoda, że bez wiedzy najbardziej zainteresowanych.
No, przykre to bardzo, więcej chyba nie muszę pisać.

Także zostałam z jedną czystą wycieraczką, która miała być pomalowana podczas prezentacji, a wróciła do domu i leży w szafie nieużywana zajmując tylko miejsce. Jeśli ktoś z Was chciałby ją przygarnąć, piszcie i coś Wam na niej zmaluję.