środa, 5 lipca 2017

Z kopciuszka w królewnę czyli bajka o dekorowaniu sali weselnej mojej siostry



A biorąc pod uwagę to, jak długo zbierałam się do opublikowania tego posta i ile razy o tym mówiłam, to chyba nie bajka, a raczej legenda. Legenda o tym, jak Gu wesele swojej siostry dekorowała.

Ten post, jak dobre wino, musiał dojrzeć. Za kilka tygodni Nati i Michał będą obchodzić pierwszą rocznicę swojego ślubu (sic!) i wesela, które pomagałam im przygotować. Chciałam duży nacisk położyć na słowie "pomagałam", bo głównymi odpowiedzialnymi za koncepcję wystroju są sami narzeczeni (ja byłam ich ciałem doradczym i podpowiedziałam to i owo) a wszystko to, co zaraz zobaczycie, jest efektem wspólnej pracy i życzliwości naprawdę wielu osób: m.in. moich rodziców, brata, kuzynki, babci, cioci, sąsiadki i znajomych. Skąd tak wielkie zaangażowanie? Sala, którą mieliśmy do dyspozycji była, krótko mówiąc, wymagająca. Wiecie, to nie typ przestrzeni rodem z Pinteresta, która sama w sobie jest piękna i nie potrzebuje wielu dekoracji. My mieliśmy do czynienia z kopciuszkiem, który na pierwszy rzut oka nie zachwyca, ale tak naprawdę ma duży potencjał, który za pomocą umiejętnych dekoratorskich sztuczek i niemałego nakładu pracy może przemienić się w coś pięknego. Jak się domyślacie, odnalazłam się w takim wyzwaniu jak ryba w wodzie!


Diagnoza pacjenta czyli: co z tą salą? Zdjęcia przed

 

Z wielu różnych względów wybór padł na salę widowiskową miejscowego ośrodka kultury. Szału nie ma, co? Powiem więcej - wpaść w szał mógł łatwo Michał, który ponoć ma awersję do wszelkich seledynowych odcieni, których, jak widać, wcale tu nie brakuje. Trzeba przyznać, że sala tego typu jest dość trudnym pacjentem do wszelkich weselno-dekoracyjnych operacji, bo trzeba sobie poradzić z takimi problemami jak choćby seledynowa boazeria na ścianach, pionowe "biurowe" żaluzje w oknach, scena z kurtynami, bardzo wysoki sufit, reflektory na metalowych wysięgnikach itp., ale po wielu zabiegach i troskliwym podejściu potrafi się serdecznie odwdzięczyć. Co więcej, moim zdaniem taka sala daje bardzo duże pole do popisu i jak mało co wymaga wzniesienia się na wyżyny swojej kreatywności.

Zobaczcie więc, co zastaliśmy na kilka dni przed ślubem:





Co z tym fantem zrobić? Burza mózgów i plan działania

 

Główny zamysł był taki, żeby wykorzystać wszystkie "mankamenty" sali i wręcz zamienić je w główne jej atuty. Od seledynowych ścian i ciemnozielonych kurtyn doszliśmy do kolorystyki przewodniej dekoracji czyli bieli uzupełnionej zielonymi dodatkami (głównie w ciemnym, butelkowym odcieniu) i jasnym drewnem. Miało być naturalnie, delikatnie i prosto z nutką boho i folk. Wysoki sufit nie stwarzał zbyt przytulnego wrażenia, dlatego namówiłam Natkę i Michała do optycznego obniżenia go przez zawieszenie materiałowych girland i sznurów światełek. Wertikale w oknach oraz niezbyt interesujące widoki zmusiły zainspirowały nas do lekkiego przysłonięcia wielkich okien i do dekoracji parapetów, a wystające metalowe stelaże po reflektorach dosłownie dzień przed weselem zainspirowały mnie do czegoś, co ostatecznie okazało się jedną z lepszych i bardziej efektownych dekoracji na całej sali.

W proces kompletowania dekoracji i materiałów zaangażowało się wiele osób. Najwięcej na swoje barki wzięli oczywiście sami narzeczeni: Michał sam, od początku do końca, zrobił kilkanaście dużych brzozowych podstawek na stoły. A że miał już na koncie kilkadziesiąt mniejszych, które pełniły rolę zaproszeń na ślub, miał już w tym sporą wprawę. Dodatkowo zrobił jeszcze piękne drewniane pudełko na obrączki. Natka natomiast zbierała słoiki, butelki i buteleczki i do ostatniej chwili zmywała z nich etykiety.





Swój wkład w wesele miała również nasza babcia wypożyczając zrobione przez siebie szydełkowe serwetki oraz przygotowując owocowe nalewki specjalnie na weselne przyjęcie. Niemal w ostatniej chwili wspomogła nas pani Irena, sąsiadka rodziców, która pozwoliła nam wyciąć całe naręcza bluszczu ze swojej działki specjalnie do pewnego dużego projektu last minute.



Plany planami, ale na niespodzianki trzeba być przygotowanym zawsze! No bo co, jeśli np.okaże się, że firma cateringowa zapewnia tylko takie plastikowe świeczniki?  Ekhm, nie do końca były w naszej estetyce, więc czym prędzej zrobiłyśmy im mały tuning i zamaskowałyśmy wątpliwej urody plastik słoikiem, jutowymi i ażurowymi wstążkami oraz zielonym bluszczem.



Z kopciuszka w królewnę. Zdjęcia po

 

Po kilku mniej lub bardziej intensywnych dniach spędzonych na przygotowaniach, sala wyglądała już tak. TA-DAAM:










Za dużo mam do opowiedzenia na raz, więc teraz będzie po kolei o wszystkich elementach składowych tego efektu końcowego.

Dekoracja stołów

 

Bazą była tradycyjna biel przełamana naturalnym akcentem w postaci jutowych bieżników. Nie pamiętam już, kto wpadł na ten pomysł (na pewno nie byłam to ja), ale okazał się genialną i tanią alternatywą dla dość kosztownego lnu. Przy okazji odpadała praca związana z szyciem kilkunastu bieżników, bo jutę wystarczyło przyciąć i wyciągnąć kilka nitek z zewnątrz, żeby stworzyć taki postrzępiony brzeg, bardzo dobrze wpisujący się w rustykalny charakter całej dekoracji. Na każdym stole, w zależności od jego długości, stały dwie lub trzy kompozycje z brzozowymi podstawkami, butelkami pełniącymi rolę wazonów, ozdobnymi słoiczkami-świecznikami z podłużnymi świecami oraz prostymi szklanymi świecznikami na tealighty. Bardzo lubię takie kompozycje, gdzie każda jest tak naprawdę inna, a do buteleczek wystarczy wstawić kilka pojedynczych kwiatów różnych gatunków, żeby całość wyglądała delikatnie i efektownie.







 

Bukiet i kwiaty do dekoracji

 

Tak, jak przy okazji swojego ślubu, tak i teraz sama bawiłam się we florystkę. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich kwiatów i roślin, jakie wykorzystałam do zrobienia bukietów i dekoracji na stoły, ale na pewno były wśród nich białe eustomy, alstromerie, białe i pistacjowe goździki, gipsówkę oraz trochę polnych kwiatów, które akurat mi się nawinęły (np. krwawnik, rumianek, dzika marchew). Generalnie, w wyborze kwiatów trzymałam się wybranej biało-zielonej kolorystyki pamiętając o rustykalnym charakterze dekoracji (stąd np. brak róż). 

Dekoracja stołu Państwa Młodych

I w tym momencie dowiecie się do czego była nam potrzebna taka hurtowa ilość bluszczu i o co chodziło z tymi uchwytami na reflektory. Po pierwsze: długie pędy bluszczu w towarzystwie gipsówki ozdobiły przód głównego stołu, przy którym siedzieli nowożeńcy.
 


A żeby tego było mało... zwisał też na nich prawie z sufitu!


To właśnie był jeden z tych momentów, kiedy warunki wymagają wzniesienia się na wyżyny swojej kreatywności. Po żmudnym odkręceniu wszystkich niepotrzebnych nam reflektorów, cała sala była już wyczyszczona ze zbędnych "przeszkadzaczy" z wyjątkiem dość długich, wystających prętów dokładnie nad stołem Natki i Michała. Nie bardzo było co z nimi zrobić, więc zaczęłam kombinować jak można je wykorzystać. Patrząc na walające się po podłodze gałązki bluszczu wpadłam na pomysł, że można zrobić z nich swego rodzaju kotarę i zawiesić właśnie na tych wystających prętach. Pomysł był nieco... dziki, ale spodobał się Natce i Michałowi (a wiedzcie, że nie wszystkie moje pomysły zyskiwały ich aprobatę), więc od razu zabraliśmy się do łączenia bluszczu w długie i dłuższe "liany", a mój Tata tylko donosił nam kolejne naręcza bluszczu wspaniałomyślnie darowane nam przez panią sąsiadkę z jej własnego ogródka. Nieskromnie mówiąc, efekt końcowy przeszedł moje najśmiejsze oczekiwania i zaliczam tą dekorację do czołówki najlepszych pomysłów tego wesela. Sam bluszcz jest genialnym materiałem do wszelkich dekoracji, bo bardzo długo wygląda świeżo. Dekoracje z bluszczu powstawały w piątek i jeszcze w poniedziałek wyglądały nieskazitelnie.










Girlandy i światełka

 

Dość szybko przekonałam Nati i Michała, że sala będzie wymagała naprawdę wielu dekoracji, żeby wyglądać dobrze. Jednym z ważniejszych problemów, któremu trzeba było zaradzić, był bardzo wysoki sufit oraz balkon biegnący dookoła prawie całej sali i niepotrzebnie odwracający uwagę tym, co się na nim znajdowało. Taka otwarta przestrzeń daleka była od nazwania jej przytulną czy nastrojową. Poradziliśmy sobie z tym wieszając chyba setki metrów materiałowych girland (to chyba nie niespodzianka - jeśli jesteście tu ze mną dłużej, to wiecie, że mam do nich słabość) oraz kilka długich sznurów małych światełek-kuleczek. Przyznaję, mój pomysł na uszycie tych girland był szalony, ale moja Mama przez kilka dni dzielnie walczyła z tą materią (na zmianę ze mną) i efekt, jaki osiągnęliśmy był tego wszystkiego zdecydowanie warty. Ponieważ potrzebowaliśmy naprawdę ogromne ilości trójkątów, nie było mowy o obrzucaniu brzegów czy zszywaniu dwóch trójkątów ze sobą, żeby zabezpieczyć brzegi przed pruciem. Ba! Surowy wygląd był nawet pożądany, a czas zaoszczędzony na szyciu takich prostych, niewykończonych girland można by liczyć w dniach.


Początkowo planowałam, żeby między girlandami zawiesić czarne sznury dużych żarówek, ale bardzo się cieszę, że ze względu na koszt zmieniłam koncepcję. Ledowe światełka, które ostatecznie znalazłyśmy i powiesiłyśmy między girlandami były małymi kuleczkami na przezroczystym kablu i dawały piękne nastrojowe światło, czego nie mogły nam zapewnić żadne z dostępnych na sali lamp. Wystarczyły girlandy i te sznury światełek, żeby stworzyć prawdziwy klimat letniego przyjęcia. A wszechobecna zieleń i kwiaty tylko potęgowały wrażenie, jakby całe wesele było jednym wielkim garden party.


Dekoracja ścian

 

W przypadku dekoracji ścian, Natka skorzystała z mojego pomysłu i doświadczenia z mojego własnego wesela (a także ze zbieranych przeze mnie wtedy mini-buteleczek). Pojedyncze kwiaty w wiszących buteleczkach to zawsze dobre wyjście, jeśli na stołach już brak miejsca na dodatkowe ozdoby albo kiedy nieciekawe ściany potrzebują tego czegoś, żeby zyskać na wyglądzie.





Dekoracja okien

 

Duże, wysokie okna były niewątpliwie jedną z zalet sali, ale już zielone pionowe żaluzje niekoniecznie. Nie było niestety możliwości ich zdjęcia, więc Nati i Michał odsunęli je na bok i przysłonili to najtańszymi, delikatnymi firankami z IKEI. Materiał był jednak tak cienki, że na każdym oknie trzeba było powiesić obok siebie przynajmniej dwie sztuki, żeby cokolwiek przysłaniały i żeby w ogóle było je widać. Dzięki temu okna były delikatnie przysłonione, żaluzje niemal niewidoczne, a do środka nadal wpadało bardzo dużo  światła.

Początkowo Natka nie planowała żadnych dekoracjach na parapetach, ale po raz kolejny działałyśmy spontanicznie, kiedy nasza ciocia zaoferowała nam całe naręcze hortensji ze swojego ogrodu, które i tak zamierzała wyciąć. Pojedyncze kule jasnych hortensji stanęły więc w butelkach na parapecie, dołączyły do kwiatów na stołach i stworzyły ogromne bukiety w hollu czy na zewnątrz.





Bardzo chciałam pokazać Wam jak to wszystko wyglądało "na żywo" - z głównymi bohaterami tego dnia, z salą pełną tańczących gości i o zmroku w świetle tych wszystkich lampek. Jak się jednak pewnie domyślacie, na przyjęciu nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć, dlatego pokażę Wam kilka autorstwa Joanny Gałuszki czyli Lovemotions (dziękuję za zgodę!). Myślę, że bardzo oddają nastrój, jaki panował tego pięknego lipcowego dnia.

Państwo filmowcy we własnej osobie


Nie ma przypadków, więc nawet moja sukienka pasowała do kolorystyki całej sali ;)



The End

 

Jestem z siebie dumna, że doczekałam w końcu tego momentu, kiedy ten post jest gotowy, bo powiem szczerze, że ilość zdjęć oraz ilość słów, które miałam do napisania na temat tych naszych przygotowań wyjątkowo mnie onieśmielały i skutecznie hamowały przed doprowadzeniem tej sprawy do końca. I chyba dlatego też teraz wyjątkowo niecierpliwie będę czekać na odzew z Waszej strony. Dajcie znać, choćby w kilku słowach jak Wam się podoba to, co udało nam się stworzyć. Będzie mi bardzo miło, szczególnie po tak długiej przerwie w blogowaniu, a wiadomo, że nic tak nie motywuje do publikacji kolejnych postów jak pozytywny odzew od czytelników :)
Starałam się opisać wszystko bardzo dokładnie, ale w razie pytań też jestem do Waszej dyspozycji.

Gu

50 komentarzy:

  1. Wyszło przepięknie, tak świeżo i romantycznie:)
    Cuuuudo. Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ładny wystrój sali, taki dopracowany w detalach, genialnie wyszło!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gu!No szczęka opada! Pinterest może sie zawstydzic ;) Co do potencjału sali, to myślę ze ma ogromny potencjał a ty go genialnie z rodzina wykorzystalas. Swoja droga ta szałwia/seledyn i to jeszcze nandrewnie to przecież szal tegoroczny w kolorystyce.Wyprzedziliscie trendy.Wszystko zachwyca. I wiem ile pracy musieliscie w to wlozycy.Uklony do ziemi. Sala wyglądała pięknie i obie siostry też :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Iza, faktycznie masz rację z tymi trendami - to "greenery" jak się patrzy! :D Dzięki bardzo za te wszystkie miłe słowa, jest mi dzisiaj taak przemiło, zwłaszcza, że sama z doświadczenia wiesz ile takie "zabawy" kosztują wysiłku i czasu. P.S. Opłacało się zarwać wczoraj noc, żeby dokończyć tego posta ;)

      Usuń
  4. Zdecydowanie wykorzystaliście wady tej sali, jak ta boazeria i zrobiliście z nich atut. Finalnie wyglądało już zdecydowanie jak z Pinteresta:) Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli po obejrzeniu tych zdjęć ktoś zachce samemu mieć taki kolorek na ścianach to uznam to za sukces :D Dzięki, Ola!

      Usuń
  5. Zrobiliście kawał dobrej roboty :). Świetne dodatki . Pięknie :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie było! Ten bluszcz to był świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, a dobrzy sąsiedzi to podstawa! :)

      Usuń
  7. Coś wspaniałego, tak zmienić, być na tyle kreatywnym, Gratuluję! Gratuluję wszystkim, bo nie mogę odpędzić myśli, że tyle życzliwych osób miało w ty swój udział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki w imieniu wszystkich! Na pewno sami tu zaglądną i to wszystko przeczytają :) Bo prawda jest taka, że sama nie byłabym w stanie tego wszystkiego zrobić - począwszy od wspinania się na wysokości, podpinanie lampek, przez ogarnianie tylu rzeczy naraz po takie czynności jak prasowanie, sprzątanie itp. (na pierwszy rzut oka ich nie widać, a zajmują dużo czasu).

      Usuń
  8. To jedna z najpiękniej udekorowanych sal weselnych jakie widziałam! Girlandy z chorągiewkami, światełka ledowe i ta wszechobecna świeża zieleń oraz naturalne dodatki - coś pięknego! Wyobrażam sobie ile pracy to wszystko kosztowało ale efekt końcowy i to wielkie "WOW" na zdjęciach jest warte włożonego wysiłku :) Państwo Młodzi piękni i zakochani - wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia :) Czy możesz w przybliżeniu napisać koszt końcowy tych wszystkich dekoracji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa! Co do kosztów, to sama nie podsumowywałam tego, ale w komentarzu trochę niżej moja siostra napisała o ok. 1100 zł bez kwiatów (sama je kupowałam, ale nie pamiętam ile za nie wyszło)

      Usuń
  9. wspaniale!bluszcze i lampki nocą robię robotę. wyszedł magiczny ogród

    OdpowiedzUsuń
  10. I niech ktoś powie, że się nie da! I że trzeba mieć kosmiczny budżet! I sztab stylistów i wedding plannerów... Niech ten post idzie w Świat i zmienia oblicza polskich wesel! Cudowny pozmysł, kompozycje i wykonanie. Ogromne chapeau bas!

    OdpowiedzUsuń
  11. wow jestem pełna podziwu! szczerze, to po zobaczeniu pierwszego zdjęcia sali spodziewałam się średniego efektu, a wyszło po prostu przepięknie :)
    brawa dla Pana Młodego za dekoracje w drewnie!

    OdpowiedzUsuń
  12. coś pięknego! Rewelacyjny pomysł. Gratuluję! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyszło PRZE-PIĘ-KNIE! Życzyłabym sobie takich dekoracji na własnym weselu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniała dekoracja, czy mogę podpytać o koszty? Czy przygotowanie czegoś takiego jest czasochłonne i drogie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej czasochłonne niż drogie, to na pewno :)
      Samo dekorowanie sali zaczęliśmy na tydzień przed ślubem, choć pewne elementy musiały być przygotowane wcześniej - drewniane krążki musiały np. odpowiednio długo schnąć, by nie wykrzywiły się na stołach. Składanie serwetek na stół, czyszczenie butelek z etykiet, wycinanie trójkątów na girlandy, ozdabianie słoiczków, projekt i wycięcie winietek - to wszystko właściwie odbyło się w ciągu tygodnia przez ślubem (do dziś nie dokończyliśmy serialu Mr. Robot, który oglądaliśmy jednym okiem przy tej całej dłubaninie). Nie udałoby się to na pewno bez zaangażowania rodziny i znajomych!

      Elementy widoczne na zdjęciach (juta na bieżniki, zasłony, drewniane spinacze, serwetki, świece, pokrowce na krzesła, lampki) to koszt ok. 1100 zł. Nie wliczam do tego kwiatów, to już pytanie do Gu-florystki ;) A do tego wszystkiego nieskończone zasoby sznurka, żyłki, koronek, wąskich jutowych wstążek, polnych kwiatów... które i tak zawsze są pod ręką, gdy się ma Gu za siostrę i dom na wsi :) A, no i butelki i buteleczki - te duże zbierała dla nas cała rodzina, a małe... zdradzę tylko, że pochodzą z archiwum dekoracyjnego Gu, która zgromadziła je na swoje wesele, eksplorując Kraków :D

      Usuń
  15. Niesamowita metamorfoza sali!!! Jestem pod ogromnym wrażeniem jak pieknie wszystkomprzygotowisvir i naprawdę wyglada wszystko tak świeżo i naturalnie:) ach na pewno było cudnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy zdradzisz gdzie kupiliscie ledowe światełka, co to za model?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam je na Allegro, to są takie małe kuleczki LED, bardzo długie. Jak znajdę to dam namiary.

      Usuń
  17. Jestem pod niesamowitym wrażeniem dla tego, co zrobiłaś. Wnętrze wyszło cudownie. Sama pokusiłabym się o taką aranżację na swoim ślubie. Naprawdę bajka! Najbardziej podobają mi się te wiszące girlandy i oświetlenie. Całość tworzy niezwykle nastrojowy klimat. Do tego wszystkie motywy leśne...Gratuluje!

    Uściski, Zuza
    merelysusan.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Wyszło bardzo romantycznie, ciepło i świeżo. Brawo Wy!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow, efekt wspaniały!
    Izabela Janachowska niech się od Was uczy :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Bosh - ja często też tak mam, że post czeka jakiś czas, bo a to za dużo zdjęć, a to opisałoby się całość jakoś tak... szczegółowo... I masz, czas leci, wpisu nie ma.

    Cieszę się zatem, że złamałaś tę sytuację ;)

    Sala wyszła pięknie! Firanki cudnie, ten bluszcz... Kwiaty... I światełka! Och! Cudny klimat wyczarowaliście!
    Ach - jeszcze te serwetki od babci! <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniale! To musiał być naprawdę ogrom pracy. Sala taka sobie, ale ten kolor na ścianach nie był taki zły - teraz na czasie jest szałwiowy:P Najwspanialszy ten bluszcz (tylko trochę mi go szkoda - ofiarodawca miał prawdziwy gest!) Wszystko, wszystko cudnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha taak, już Iza to powyżej też pisała - wyprzedziliśmy trendy! ;) Nie martw się bluszczem, zostało go ciągle baaardzo dużo :)

      Usuń
  22. Mogłabyś się zajmować organizacją wesel! Pięknie <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudownie odmieniłaś to wnętrze, jestem pod ogromnym wrażeniem. Wow!

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana wyszło cudownie! Szkoda że mieszkasz tak daleko, bo chciałabym coś takiego u siebie :). Zdradź proszę jeśli możesz skąd te sznureczki światełek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło! Światełka znalazłam na Allegro, będę ich szukać i jak tylko znajdę to podzielę się linkiem na FB.

      Usuń
  25. Normalnie popłakałam sie.ze wzruszenia...pięknie wyszlo ��

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja też należę do tych, którym bardzo! bardzo! bardzo wszystko się podoba. Proste dekoracje (i piękne oczywiście), choć samo przygotowanie na pewno bardzo czasochłonne. Ale warto było! W prostocie siła!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Przepięknie <3 niektórzy daliby sobie rękę odciąć byleby mieć seledynowe/ miętowe ściany :) Cudowne dekoracje. Piękny przykład jak własnymi siłami można zrobić obłędne dekoracje. A pudełko na obrączki?! Aż dwa razy wracałam do tekstu, czy na pewno źle nie przeczytałam, że to dzieło pana młodego :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wow! Wow! jestem pod ogromnym wrażeniem:) Wyszło wspaniale, lepiej niż na amerykańskich filmach:)Po tych doświadczeniach nie myśleliście o założeniu firmy zajmującej się dekorowaniem wesel?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Heh, nie wiem czy znalazłabym równie zaangażowaną ekipę do dekorowania, ale nie mówię nie ;)

      Usuń
  29. Brak mi słów. Jak dla mnie idealnie! i żałuję, że przy okazji naszego wesela nie miałam takiej Dobrej Wróżki do pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  30. Pięknie :)
    Nie mogę się napatrzeć.
    Jest tak elegancko, delikatnie, subtelnie i naturalnie.
    Po prostu strzał w dziesiątkę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    http://dompodbialasowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Było prześlicznie. Wprost nie mogę sobie wyobrazić tego ogromu pracy... a jednocześnie, jeśli tyle osób się zaangażowało, to jak wspaniałe musiało być to doświadczenie :)
    Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Przepięknie! Sala robi wrażenie. Mogłabyś się tym zajmować profesjonalnie, ponieważ nie zapomniałaś o żadnym szczególe - na oknie, ścianie, pod sufitem, wszędzie. Naprawdę fantastycznie! Jak widać ciężką pracą można dokonać niemożliwego ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. jestem oczarowana! jeszcze tak pięknej sali nie widziałam, naturalnie i bez przepychu...

    OdpowiedzUsuń
  34. WOW! Bajecznie :) Podziwiam i pozdrawiam. A

    OdpowiedzUsuń
  35. Przepięknie, ah przepięknie... tak właśnie miało wyglądać moje wesele ale nie wyszło :/ ale tu jest cudnie, brawa za wszystkie pomysły i realizację :)

    OdpowiedzUsuń