czwartek, 24 sierpnia 2017

Polubić swoje miejsce


Podobno nieumiejętność przyjmowania komplementów i paląca potrzeba tłumaczenia się jest typowa dla Polek. Wiecie... -"Jakie pyszne ciasto zrobiłaś!" - "No co Ty, przecież się przypaliło." Albo: -"Ładna sukienka." - "Eee, stara przecież." O ile z miłymi słowami pod swoim adresem już nauczyłam się obchodzić i po prostu za nie dziękować, to w pewnej kwestii ciągle czuję, że powinnam wszystkim dookoła tłumaczyć i wyjaśniać, że wcale nie jest tak przepięknie, jak im się wydaje. Ta kwestia to budowa naszego domu.


Kiedy po raz pierwszy pisałam Wam o naszych budowlanych planach, określiłam naszą działkę mianem "w sam raz", co było eufemizmem dla "daleka od wymarzonej". I tak, są z pewnością większe działki, ładniej położone czy z lepiej wkomponowanymi domami. Dlatego też za każdym razem, kiedy dostawałam wiadomość w stylu "ale Ci zazdroszczę, tam musi być pięknie", już mnie palce świerzbiły, żeby napisać, że wcale nie - bo to jest nie tak i tamto mogło być inaczej... 
Ostatecznie jednak nie pisałam ani nie pokazywałam nic z tego, co mnie na naszej budowie "uwiera". Nie dlatego, że chciałam ją idealizować. Chciałam ją polubić - tak naprawdę. Zaakceptować jej mankamenty i traktować jako prawdziwie nasze miejsce na ziemi. Dlatego zamiast ciągle zastanawiać się "co by było, gdyby" i skupiać na tym, co mi się tam nie podoba (a wierzcie mi, mieliśmy kilka niezbyt miłych niespodzianek i rozczarowań i chwilę je przeżywaliśmy), wykorzystuję każdą wizytę na działce, żeby poczuć się tam odrobinę bardziej u siebie.




Nie doskwiera mi już bliskość sąsiadów, tylko cieszy ich ogromna jabłoń, która będzie nam zaglądała do sypialni. Nie męczą mnie już myśli o tym, że dom mógłby być większy, ale cieszy pierwsze śniadanie zjedzone z przyjaciółmi w naszej przyszłej kuchni. Nie narzekam na pobliską drogę, ale napawam się rozległym widokiem na okolicę i światłem zachodzącego słońca przed domem. O wszystkie rzeczach, które szły nie po naszej myśli opowiadam tylko przyjaciołom nieraz się już z tego śmiejąc. Bo czym one są wobec tego, że w końcu spełniamy nasze marzenie?

Naprawdę zaczynam się tu czuć jak w domu, kiedy nawet spontaniczne ognisko w środku tygodnia przekształca się w wielkie świętowanie z tortem ze świeczkami, girlandami, klimatycznymi lampkami i niemal całą rodziną w komplecie. Tego ciepłego lipcowego wieczoru uświadomiłam sobie, że to jest właśnie pierwsze przyjęcie w NASZYM ogrodzie. Że to jest to, o czym tak długo marzyłam. A to dopiero początek...





P.S. Próbując wstawić to zdjęcie z Instagrama skasował mi się ostatnio cały gotowy post. To, co czytacie teraz, jest próbą jego odtworzenia - krótszą, bo uciekło mi kilka rzeczy, o których chciałam napisać. Mam jednak nadzieję, że wydźwięk pozostaje ten sam i cieszę się, że w końcu udało mi się te myśli ubrać w słowa. Teraz już chyba nic nie staje mi na przeszkodzie, żeby podzielić się z Wami czymś więcej odnośnie samego domu i wnętrz. Czekacie?



9 komentarzy:

  1. Trzeba się cieszyc z tego co się ma,i widzieć pozytywy.Duzy dom- po co? więcej sprzątania,mniej czasu na przyjemności i blogowanie.Blisko droga- to dobrze szybciej dojedziesz do pracy,miasta.Blisko sąsiedzi? To super bedzie można plotkować wychylając się przez okno 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie do tego doszłam - skupiać się na pozytywach! :)

      Usuń
  2. Blisko droga? Nie trzeba będzie zimą odśnieżać! :D Powodzenia :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest pięknie!
    Masz rację - trzeba skupiać się na pozytywach. W sumie to one budują nasze dobre samopoczucie, w ogóle coś budują... Inne myśli bywają destrukcyjne...
    Ja tak mam z naszym mieszkaniem... Nie lubię go, bo nie odpowiada mi cały blok (wysoki, budownictwo marne, wszystko słychać, spokoju nie ma) i wiele rzeczy spartaczonych przez poprzednich właścicieli albo ich fachowców. Nie czuję się tu do końca dobrze, ale z drugiej strony co chwila robię to miejsce dla siebie - zmieniam i coraz bardziej jest ono "moje"... I może zamiast skupiać się na tym, co mnie w nim irytuje, powinnam właśnie myśleć o zmianach, czynić je jeszcze bardziej moim?

    Dzięki za pozytywne myśli :) Czuję się lepiej.
    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, bardzo się cieszę, że masz taki pozytywny odbiór tego posta. Dziękuję za to, co napisałaś.

      Dobrze rozumiem Twoją sytuację, też trochę przez to przechodziłam i w końcu zamiast wkurzać się na niektóre rzeczy w mieszkaniu, wzięłam się w garść i małymi krokami zaczęłam je zmieniać. Ale to temat na osobne posty, stay tuned :)

      Usuń
  4. czekamy, czekamy... przynajmniej ja czekam :) dobrze, że udało Ci 'obrócić' swoje nastawienie - w końcu spełniacie swoje marzenie i najważniejsze jest to, jaki stworzysz tam dom dla siebie i bliskich :) trzymaj się pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie! I wspaniałe ze zaczynacie lubić swoje miejsce na ziemi:):):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak Wy rozpoczynamy nowe życie w nowym miejscu,mam bardzo podobne odczucia w akceptacji nowego domu i będę brała przykład z Twojego podejścia.
    Życzę powodzenia.:))

    OdpowiedzUsuń