wtorek, 5 września 2017

Leśne urodziny 5-letniego odkrywcy - cz.1



Wybaczcie jeśli się powtarzam, ale muszę tu zdementować pogłoski, że nasze życie to jedna impreza za drugą i codziennie beza na kolację. Faktycznie, sądząc po moich ostatnich wpisach tu i zdjęciach na Instagramie, trochę tak to wygląda. I prawdą jest, że począwszy od maja aż do października równo co miesiąc mamy jakąś dużą okazję do świętowania całą rodziną. Znacie mnie już trochę, więc wiecie, że każde takie spotkanie musi mieć u mnie odpowiednią oprawę i nie przepuszczam żadnej okazji do wyżycia się dekoratorsko. Nie jest już natomiast tak, jak jeszcze dwa lata temu, kiedy planowałam każde przyjęcie z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem (sic!). Ostatnimi czasy motywem przewodnim wszystkich naszych rodzinnych przyjęć jest... spontan.

 Pierwszy był... tort


Na dwadzieścia cztery godziny przed przybyciem pierwszych gości miałam tylko jakiś zalążek pomysłu na całe przyjęcie i byłam w środku robienia wypieków. Jedyne, czego byłam pewna i co wiedziałam na pewno, to to jaki tort mam zrobić dla mojego pięciolatka. Już miesiąc wcześniej podczas długiego spaceru Kuba w szczegółach opowiedział mi jaki jest jego wymarzony urodzinowy tort (oczywiście - bezowy!) i to marzenie udało się spełnić w 100% i to nawet dwa razy: w dzień urodzin i w dzień przyjęcia.



 

Słodkie przekąski i ozdoby na muffinki

 

Owoce leśne pojawiające się na torcie wykorzystałam również do słodkich przekąsek. Po raz kolejny przekonałam się, że dobrze chomikować w dużej ilości różne imprezowe akcesoria jak np. papierowe kubeczki na muffinki. Przydaje się także pokaźny zasób papierów do pakowania. W swoim zasobnym zbiorze znalazłam papier z obrazkami leśnych zwierząt, które po wycięciu, podklejeniu grubszym kartonem i przyczepieniu wykałaczek odegrały rolę ozdób na muffinki. Kilka obrazków Kuba wycinał samodzielnie i w taki sposób miał swój wkład w przygotowanie urodzinowego przyjęcia.




Kolorystyka inspirowana... krzesłem 

 

W dzień przyjęcia zajmowałam się nie tylko pieczeniem, pichceniem, sprzątaniem, ale i... malowaniem nowego krzesełka dla Kuby. Z krzesłami mam jak z sukienkami - ich nigdy za wiele, a każdy nowy nabytek trzeba przymierzyć z co najmniej połową zawartości szafy, żeby zobaczyć z czym wygląda dobrze. W przypadku krzesła wiedziałam, że jego intensywny morski kolor dobrze będzie się komponował z moimi ulubionymi pastelowymi odcieniami niebieskiego i żółtego, ale postanowiłam poszukać jakiegoś nowego zestawienia kolorów na urodzinowy stół. Rozglądnęłam się po mieszkaniu, przeglądnęłam zawartość szuflad i bardzo szybko wpadłam na pomysł kolorystyki inspirowanej leśnymi owocami, dopełnioną intensywnymi odcieniami niebieskiego i jasnym drewnem. Nie kupiłam ani jednej nowej rzeczy na tę okazję, a udało się ubrać stół w zupełnie nowe kolory. 


 

Do dekoracji wykorzystałam m.in.:

  • Lniany obrus z H&M, który służy mi wiernie od roku przy każdej okazji (i bez okazji);

  • Stary fioletowy szal w kwiaty, który robił tym razem za bieżnik. Postrzępione brzegi zrobiłam celowo, żeby nadać mu trochę bardziej niezobowiązujący wygląd;

     

  • Przeróżne białe i kamionkowe wazoniki oraz buteleczki kupione na pchlich targach. Do środka powkładałam pojedyncze gałązki krzewu (W tym wypadku śnieguliczki - uważajcie tylko na białe kuleczki, które są trujące. Jeśli Wasze dzieci mogłyby się nimi zainteresować i próbować zjeść, lepiej je oberwać i wyrzucić.); 

     

     

     

  • Drewniane podkładki z plastrów brzozy; 

  • Za miejsce dekoracji posłużyła mi też półka ze sklejki, która normalnie stoi właśnie w tamtym miejscu na moim biurku. Kiedy zapraszamy więcej gości, nasz stół wędruje na środek salonu, a biurko służy często właśnie jako miejsce dodatkowych dekoracji czy stół pomocniczy; 

     

     


  • Szyszki i patyki, o których zapas dbają zawsze moi synkowie. Jeden z patyków ozdobiłam zawiązując za nim porwane kawałki materiałów. Najpierw służył do dekoracji nad stołem, a później towarzyszył nam w dalszej części przyjęcia w plenerze.

     


  •  Nie ma ich na zdjęciach, ale nad stołem wisiały też girlandy z materiałowych trójkątów w subtelne niebieskie wzorki. 

Ponieważ nie zdążyłam zrobić wszystkich zdjęć przed przyjściem gości, większość powyższych zdjęć robiłam na drugi dzień po przyjęciu. To trochę obrazuje zmianę, jaką przeszłam. Dawniej denerwowałabym się tym, że nie zdążyłam zrobić wszystkiego, co chciałam i ciągle widziałabym niedociągnięcia. Teraz miałam świadomość tego, co można by jeszcze zrobić, żeby było fajniej/ lepiej/ ładniej, ale nie przejmowałam się tym. Jak się okazuje zdjęcia można zrobić bez nerwówki na drugi dzień, a samo przyjęcie zorganizować na szybko i bez zarywania nocy (choć i to ma swój urok).

Jak pewnie zauważyliście w tytule, temat urodzin jest jeszcze nie wyczerpany. Następnym razem ciąg dalszy przyjęcia - tym razem pójdziemy w plener!

12 komentarzy:

  1. Każde przyjęcie zasługuje na nowe krzesło - oczywista oczywistość ;) Poproszę przepis na bezę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mówisz, powiem to moim gościom przy najbliższej okazji :D
      Bezę zawsze robię z tego przepisu: http://www.mojewypieki.com/post/tort-bezowo---kawowy

      piekę blaty (najczęściej 2, czasem dzielę na 3) z takich proporcji:

      6 białek
      szczypta soli
      250 g drobnego cukru do wypieków
      1 łyżeczka soku z cytryny lub octu winnego
      1 łyżka skrobi ziemniaczanej
      Dokładny Przepis doczytasz sobie na Moich Wypiekach, dodam tylko, że piekę na termoobiegu 140 stopni przez godzinę najczęściej wieczór przed imprezą, czasem nawet wcześniej. Krem robię najczęściej z kremówki i mascarpone, do tego cukier puder (nie za dużo, żeby nie był za słodki) z wanilią. I choć w przepisie jest, żeby składać tort przed samym podaniem, mi się to jakoś nie sprawdza, bo cały tort mi się wtedy rozłazi i ciężko się kroi. Dlatego robię tak: blaty bezowe piekę wieczorem przez imprezą, krem na drugi dzień i tak ok. 2h przed składam tort, żeby trochę zmiękł. Powinien się wtedy kroić dobrze, beza będzie trochę miękka (jak pianka), a na brzegach chrupiąca.

      Usuń
  2. Ach no coz, miód i orzeszki...bardzo lubie do Ciebie zaglądać mimo ze niestety nie wplatam tych pomyslow w życie... Ale gdzies na twardym dysku w głowie sie zapisują:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Zobaczysz, zrobi Ci się kumulacja tych pomysłów w głowie i jeszcze kiedyś je na pewno zrealizujesz :)

      Usuń
  3. Cudne, cudne! Sama chciałabym mieć takie przyjęcie urodzinowe! I tort bezowy z leśnymi owocami... Mniam, muszę spróbować taki zrobić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie wpadnę na jakiś nowy pomysł na swoje urodziny, to powtórzę takie :) Polecam bezę, sama przez całe życie byłam przekonana, że jej nie lubię, ale spróbowałam jednego dobrego tortu i teraz moi chłopcy (wszyscy trzej) nie wyobrażają sobie żadnej okazji bez bezy ;) Wyżej podałam przepis, z którego korzystam

      Usuń
  4. Heh, zdjęć przekąsek nie zrobisz na drugi dzień, bo... przekąsek już nie ma xD Miałam tak w tym roku - nerwówka, bo chciałam szybko zdjęcia zrobić przed gośćmi... Wciąż uczę się tak to wszystko zorganizować, żeby zdjęcia fajne powychodziły na bloga :P, a ja żebym miała spokój ducha, brak nerwów, że zaraz przyjęcie, a ja tu pstrykam sobie... (Mąż był trochę poirytowany moim robieniem fotek w miejsce przesuwania stołu, np. ;) ech... ;))
    Spontan Ci chyba służy, jak widzę ;)
    Ja wiedziałam już, że będzie u nas impreza Batmanowska na jakieś 3 miesiące wcześniej - pomysły się zrodziły, ale jak zwykle z realizacją się spóźniłam :P Rada na przyszłość? Zacząć robić wszystko wcześniej, co by stresu potem nie było, a wykładało się gotowce ;D

    Uściski dla Ciebie, Kochana!
    Przyjęcie wygląda bajecznie! "Bieżnik" świetnie się sprawdził ;) Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marta, ja też pomimo tylu lat blogowania, nadal nie potrafię tak dograć czasowo wszystkich przygotowań, żeby mieć spokojnie czas na zdjęcia. Najczęściej mam więc nerwówkę, latam z aparatem dosłownie na 5 min przed przyjściem gości i psioczę na siebie i swoje nieogarnięcie ;) Tym razem zdążyłam tylko zrobić zdjęcia tortu (i namówić męża na zrobienie mi zdjęć z tortem), muffinek i galaretek, kilka zdjęć zrobiłam w trakcie imprezy, ale do tego też nie mam zwykle głowy.

    A co do planowania wcześniej... zawsze miałam z tym problem - normą było pisanie wypracowań do szkoły na wieczór przed deadlinem. Czasami mi się udaje coś wcześniej zrobić, ale gdy weny brak, to i zapału nie mam.

    Dziękuję Ci bardzo za odwiedziny i jak zawsze miłe słowo, można na Ciebie liczyć! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wyszło, kolorystyka genialna :)
    A na widok torta aż się obśliniłam. Chyba nigdy nie odważę się na bezę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi serducho jak zwykle skradały fioletowe odcienie. Cudnie ci to wyszło!
    Te bajeczne dekoracje byłyby super nawet dla większych solenizantów (jak ja ;D ).
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne kolory, a tort wygląda tak smakowicie, że HEJ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękne zdjęcia :) a beza,no cóż,wygląda apetycznie ....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń