środa, 13 września 2017

Pomysły na urodziny dziecka - leśne urodziny cz 2.


 

W ostatnim wpisie zapraszałam Was na przyjęcie mojego synka (link tutaj: Leśne urodziny 5-letniego odkrywcy), lecz czymże byłyby owe leśne urodziny bez... lasu? Dlatego też od początku wiedziałam, że jeśli tylko pogoda pozwoli (czyt. nie będzie lało jak z cebra), po torcie i kawie zabieramy wszystkich naszych gości w plener. Dla tych najmłodszych (choć w trakcie okazało się, że wiek jednak nie grał tu roli) przygotowaliśmy proste zadania, dzięki którym spacer na miejsce naszego pikniku przemienił się w prawdziwą wyprawę leśnych odkrywców. Jeśli szukacie inspiracji na urodziny dziecka lub pomysłów na to, jak bawić się w trakcie spacerów, ten post może ich Wam trochę podsunąć.

Tak jak pisałam ostatnio, cała koncepcja urodzin Kubusia powstała właściwie w ostatniej chwili. Miałam jednak pewien trop, trochę związany z ostatnim bardzo udanym pomysłem, żeby świętowanie przenieść z mieszkania w plener (tutaj post o tym jak świętowaliśmy w parku urodziny Franka). Dodatkowo, na wakacjach chłopcy dostali od dziadka książkę, którą możecie kojarzyć mniej lub bardziej np. z Instagrama, bo swego czasu była tam mocno promowana. Sama nie miałam  pojęcia nawet o czym jest, kojarzyła mi się tylko z ładną okładką i zdjęciami z kawą. Okazało się jednak, że poza okładką jest coś jeszcze - dużo genialnych pomysłów na zabawy i aktywności w lesie, które od razu zaczęliśmy wprowadzać w życie. Latem, chowając się przed upałami, budowaliśmy szałas, a teraz przy okazji urodzin, mieliśmy okazję w większej grupie pobawić się w "łowców trofeów" i robienie "stroików na głowę".

 

Pomysły na plenerowe zabawy urodzinowe dla dzieci

 

Przed przyjęciem przygotowaliśmy dla wszystkich dzieci kartki z napisanymi i narysowanymi dwunastoma rzeczami, które miały za zadanie znaleźć w trakcie leśnego spaceru na miejsce naszego pikniku. Przykładowo, na naszej liście do znalezienia znajdowały się: stokrotka, liść buku, coś okrągłego, dźwięk wiatru, zwalony pień, ptak, szlak, skała i huba. Każde dziecko szło w parze z dorosłym i okazało się, że ci starsi wcale nie mieli mniej frajdy z tej zabawy od dzieci.





Jednocześnie, w trakcie spaceru, było też drugie zadanie do wykonania. W książce nazywało się to robieniem "stroików na głowę", ale u nas przyjęło się, że to "leśne pióropusze". Dla każdego dziecka przygotowaliśmy papierową opaskę, na której przyklejona była z przodu taśma dwustronna. Jak się domyślacie, zadanie polegało na tym, żeby ozdobić swoją opaskę różnymi leśnymi znaleziskami. Przyznam, że byłam nieco sceptyczna co do trwałości takich pióropuszy, ale taśma trzymała wszystko bardzo mocno i zabawa sprawdziła się w stu procentach.




 

Piknik na skraju lasu

 

Celem naszego spaceru miał być - zgodnie z tworzącą się ostatnio tradycją - piknik. Z każdym kolejnym razem dochodzę w tym do coraz większej wprawy i czuję niemałą satysfakcję, kiedy udaje mi się zmienić takie miejsce...



...w takie!



To, co było moim punktem wyjściowym, to stara, podniszczona drewniana ławka i trochę mokrej ziemi dookoła. Niezbyt zachęcające miejsce do długiego przesiadywania z rodziną i dziećmi, prawda? Wystarczyło jednak nakryć ławkę obrusem, zastawić tak stworzony stół smakołykami przyniesionymi w koszach, a dookoła rozłożyć koce piknikowe (koniecznie z folią termoizolacyjną). Jak już pewnie zauważyliście, girlandy z trójkątów noszę już ze sobą prawie cały czas - to miejsce aż się prosiło, żeby je tutaj rozwiesić.



Małą ściągę piknikową z listą tego, co się nam sprawdza przy takich okazjach możecie przeczytać tutaj we wpisie o pikniku w parku. W tym przypadku było dużo trudniej, bo w pobliżu naszego pikniku nie było miejsca na podjechanie samochodem, więc wszystko musieliśmy nieść ze sobą w koszach i torbach. Nasz prowiant musiał być więc bardziej kompaktowy, a naczynia lekkie (polecam słone tarty - można pokroić na małe kawałki i bez problemu ułożyć warstwami w płaskich pudełkach).







Jak widać, dzieci miały tam pierwszorzędną zabawę i dużo miejsca na biegi i szaleństwa, z czym w mieszkaniu na niespełna pięćdziesięciu metrach kwadratowych przy ponad dwudziestce osób bywa krucho... Mnie pomysł z przenoszeniem imprez w plener spodobał się tak bardzo, że nawet kiedy będziemy mieć już swój dom z ogrodem, mam zamiar zabierać czasem naszych gości na niedalekie spacery czy wycieczki zwieńczone piknikiem. Kilka miejsc już mam nawet na to upatrzonych...

5 komentarzy:

  1. Fantastyczny pomysł a realizacja jak zwykle w Twoim wykonaniu bajeczna :)
    Wszystkiego dobrego dla solenizanta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna metamorfoza miejsca i świetna impreza, to widać!!!:) brawa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szałowy pomysł z tymi poszukiwaniami, Gu! :D
    A te pióropusze... Mega!
    Ok... Doszłam do "przed" i "po".
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    WOOOOOW! :D


    Gu - całość jest FANTASTYCZNA!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze widać radość i uśmiechy zarówno u tych młodszych jak i starszych z pomysłowego spędzenia urodzinowego czasu. Po drugie wystarczyło kilka twoich dodatków, jedzenia, bliskich i zaczarowałaś to miejsce w idealny zakątek na spędzenie wspólnego czasu. A dla dzieci las, poszukiwanie skarbów, przestrzeń - prawdziwy raj.

    OdpowiedzUsuń