Dwa wrześniowe dni.
Pierwszy: urodziny, deszcz i mój sposób na poranną jesienną aurę za oknem:
Drugi: dom, cieszące oko prezenty i radość z kawałeczka słonecznego popołudnia.
Pierwszy: urodziny, deszcz i mój sposób na poranną jesienną aurę za oknem:
Drugi: dom, cieszące oko prezenty i radość z kawałeczka słonecznego popołudnia.
Myślałam, że wyjeżdżając na dwa tygodnie w rodzinne strony będę dodawać posty z wykorzystaniem zdjęć zrobionych wcześniej u siebie, a tu takie miłe niespodzianki. Dostałam w prezencie komplet delikatnie zdobionych filiżanek, których wzór skojarzył mi się z porcelaną Indisch Blau, którą widywałam u Kalinki m.in. tutaj. Ledwie powiedziałam w domu o moim skojarzeniu, a na drugi dzień znalazłam na starociach oryginalny talerz Indisch Blau. Kiedy wczoraj po kolejnym deszczu na chwilę wyszło słońce, w końcu mogłam rozłożyć ogrodowy stół, postawić na nim wrzosy, lawendę, i usiąść sobie na moment w ciepłym swetrze z filiżanką herbaty. I wiecie co? To wystarczyło, żeby naładować się na kolejny szary, deszczowy dzień.






















