Dziś kolejny post będący efektem szperania po folderach sprzed miesięcy. Ale co zrobić, jak pogoda nie sprzyja robieniu nowych zdjęć. Mam wrażenie, że już mniej padało w listopadzie, a właśnie z tego miesiąca pochodzą prezentowane dzisiaj zdjęcia. Dekoracja mieszkania na przyjęcie rodzinne po chrzcie naszego synka. Mało listopadowa, ale co tam. Co do kolorystyki, to zaskoczenia nie ma – znowu niebieski :). Tym razem trochę przez to, że cała zastawa pożyczona od Mamy była w niebieskie kwiatki. A w mojej głowie już się wszystko ułożyło: niebieska tasiemka w kwiatki kupiona kiedyś przy okazji, buteleczki różnej maści zbierane do dekoracji naszej sali weselnej, białe goździki, poduszki, no i delikatne papierowe pompony. Robiłam je pierwszy raz i bardzo mi się to spodobało. Przynajmniej miałam się czym zająć, kiedy jeden jedyny dzień od urodzenia Kuby obudziłam się przed 5 i nie mogłam zasnąć.
Z myślą o blogu zaglądnęłam dzisiaj do swojego folderu ze zdjęciami i znalazłam trochę takich, które zrobiłam już dawno, a jeszcze nie pokazywałam. Dzisiaj na przykład zadebiutują zdjęcia z... końca lutego. A na nich część mojego prezentu imieninowego, czyli pastelowe talerzyki od Ib Laursena, kolorowe wazony Broste Copenhagen (które już można było zobaczyć to tu, to tam, bo przestawiam je z miejsca na miejsce), a w nich pierwsze w tym roku tulipany. No i najważniejsze – tarta miętowa zwana przez Nigellę Lawson "tartą pasikonika". Uwielbiam wszystko, co miętowe – zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o smak. A już połączenie mięty i czekolady w deserach to w ogóle niebo w gębie. Jak Mąż zobaczy ten post i zdjęcia, to pewnie mi przypomni, że już dawno nic miętowego nie było ;)
Jakby ktoś z Was robił kiedyś tę tartę, to nie przeraźcie się, jeśli po rozpuszczeniu różowych pianek i dodaniu zielonego likieru/syropu zobaczycie w garnku coś w kolorze brudnej piany ;) Ja tak miałam za pierwszym razem. I jakoś nie wyobrażałam sobie podania gościom czegoś tak nieapetycznie wyglądającego. Na szczęście już na samym końcu, kiedy dodaje się śmietankę, kolor się rozbiela i po dolaniu większej ilości syropu mamy ładną pastelową miętę. Uff, i tarta uratowana :)
Ponad tydzień temu świętowaliśmy po raz pierwszy imieniny naszego małego Jakuba. Świętowanie rodzinne było trochę przyspieszone, bo trzy dni przed faktycznymi imieninami, ale po prostu wykorzystaliśmy fakt, że na długi weekend wszyscy zjechaliśmy się do rodzinnych domów. Był piknik, trochę nietypowy, ale o tym innym razem. Po powrocie chciałam zrobić Kubie też coś imieninowego u nas i pomyślałam, że odmienię mu trochę jego kąt. Nie wiem, czy można to nazwać aranżacją, bo wszystko jakoś samo się poukładało w całość i jakiegoś planowania kolorów czy detali z mojej strony nie było. Najpierw była karuzela (czy też mobil) ze zwierzakami, którą zrobiłam jeszcze przed narodzinami synka. To był mój pierwszy ambitny projekt szyciowy, dlatego każdy kolejny udany zwierzak napawał mnie dumą. Zabawki na zdjęciach to prawie wszystko prezenty, podobnie niebieska ramka. Ja ze swojej strony wydrukowałam tylko ilustracje (autorstwa szwedzkiej rysowniczki Ingeli P Arrhenius) i zrobiłam literki. Obrazki wpasowały się kolorystycznie w ten niebiesko-czerwono-biały kąt, a literki uszyłam w tkanin, które zbierałam już od jakiegoś czasu mając w głowie pewien marynarski projekt. A tak to wszystko wygląda razem. Kubuś zaprasza w swe progi:
Kubuś uwielbia te obrazki, szczególnie ten w niebieskiej ramce. Śmieje się jak tylko go zobaczy, a jak daję mu ramkę, to trzyma oburącz i wpatruje się w zwierzaki świętujące jego imieniny :)
To zdjęcie wydawało mi się niekompletne bez głównego bohatera, więc poniżej gościnnie u Gu tworzy - Kubuś:
I przysięgam, że nie ubierałam go tak specjalnie do zdjęcia. Jakoś po prostu takie marynarskie klimaty się mojego synka trzymają (w końcu urodzony latem, co się dziwić :).
Tak u mnie ostatnio wygląda prawie każda wolna chwila... Po prostu Gu tworzy na całego :)
Wszystko dlatego, że w najbliższą sobotę 18. maja biorę udział w kiermaszu handmade w Mamy Cafe na Sławkowskiej w Krakowie. Bardzo zapraszam, zapowiada się bardzo interesująco, a dla dzieciaków przewidziano sporo atrakcji. Jeśli tylko będziecie, zaglądnijcie proszę do mnie i powiedzcie, że Wy to Wy. Będzie mi bardzo miło się spotkać :) Więcej szczegółów dotyczących kiermaszu na plakacie poniżej i na facebooku TUTAJ.











