Naprawdę nie potrzeba wiele. Nie trzeba za każdym razem dwoić się i troić, obkupywać się co roku w nowe dekoracje czy wymyślać fikuśnych pisanek. Wystarczy ulubiony obrus, kilka kropel swoich kolorów, znalezione na pchlich targach wazoniki i doniczki, a w roli dekoracji... po prostu wiosna! Rośliny na chwilę pożyczone z balkonu, kwiatki zerwane przy drodze lub w parku, gałązki z przyciętych krzewów (Gorąco polecam uśmiechnąć się do sąsiadów lub panów zajmujących się np. zielenią miejską. Możecie być miło zaskoczeni, kiedy np. wrócicie do domu z całym naręczem gałęzi przyciętych specjalnie dla Was :). Do tego obok pastelowych, wieloletnich już pisanek, jajka w wersji saute i akcenty dziecięce, których jako mama nie potrafię i nie chcę sobie nawet odmówić.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak spontanicznie chwyciłam za aparat i zrobiłam zdjęcia temu, co akurat miałam na stole. Bez planowania tego z wyprzedzeniem, bez nastawiania się, czekania na odpowiednią pogodę, ustawiania rzeczy i wielkiego sprzątania. Nie pamiętam też, kiedy ostatnio we wpisie miałam tak mało turkusu i mięty, o pastelach nie wspominając. I prawie żadnych elementów dziecięcych!
Ten post powinien mieć podtytuł: "od zapomnianej poduszki po gwiazdę pokoju" lub "wałkowania pomponów ciąg dalszy". Prawda, sama zaczynam mieć ich chwilowy przesyt, ale dane Wam słowo zobowiązuje. Dziś kolejny pomysł na wykorzystanie pomponów - na tapetę bierzemy poduszkę i nadajemy jej trochę... krągłości!
W ciągu ostatnich czterech lat popełniłam dziesiątki przeróżnych girland. Nie wiem czy można to już nazywać bzikiem (jak w kultowej piosence z dzieciństwa) czy może mieści się to jeszcze w granicach normalności, ale wiem na pewno, że girlanda jeden z moich ulubionych elementów dekoracyjnych i chyba jeszcze długo mi się nie znudzi. Kiedy ostatnio pokazywałam Wam jak zrobić pompony z włóczki, zastanawiałam się ile z Was zgadnie, że jednym z pomysłów na ich wykorzystanie będzie właśnie girlanda. Dla mnie ten wybór było oczywisty!




