piątek, 25 kwietnia 2014

Architektem być...

Architektem ani dekoratorem wnętrz nie jestem (przynajmniej z wykształcenia, bo jak najbardziej mogę się nazwać dekoratorem z zamiłowania), ale dzięki temu blogowi mam okazję wniknąć trochę w ten świat również od profesjonalnej strony. Przed świętami miałam okazję wziąć udział w konferencji o nowych trendach w architekturze wnętrz, na którą zaprosiło mnie Virtus Studio organizujące takie spotkania na terenie całego kraju. Byłam od początku świadoma tego, że prezentacje podczas spotkania będą skierowane do architektów i niektóre niekoniecznie mogą mnie interesować, ale kilka punktów w programie bardzo mi się spodobało. Najciekawszym momentem całej konferencji był dla mnie czas, w którym na pięknym dziedzińcu Muzeum Armii Krajowej można było odwiedzić stoiska firm oraz polskich projektantów.


 Jako, że jestem fanką krzeseł (to brzmi dziwnie, ale możecie się zorientować po moich wpisach jak jest ;), najpierw odwiedziłam stoisko czeskiej firmy Ton. To jeden z moich ulubionych producentów krzeseł i najchętniej z miejsca kupiłabym po jednym egzemplarzu każdego modelu (koniecznie w różnych kolorach, żeby było różnorodnie) i postawiła w domu przy dużym drewnianym stole.





Była i moja ulubiona biała Ironica... Wszyscy chętnie siadali na krzesłach, żeby przekonać się, czy faktycznie są tak wygodne, jak zapewniał pan podczas prezentacji. Sprawdziłam. Faktycznie, jak na twarde krzesła, wydają się bardzo wygodne.

Zwróciłam również uwagę na meble polskiej firmy Marbet Style. Dwie nowe kolekcje inspirowane polskim modernizmem lat 50. i 60. stworzył Tomasz Augustyniak. Szczególnie przypadł mi do gustu ten szary fotel kubełkowy, natomiast drugi fotel zachwycił pięknym turkusowym odcieniem.


A teraz coś, co podobało mi się najbardziej i za co należą się największe brawa dla organizatorów. Strefa Polski Dizajn czyli przestrzeń na prezentację projektów wybranych polskich twórców.

NieBo Design

Ręcznie robione lampy oraz dywany (do obejrzenia i kupienia np. tutaj) przypominające trochę origami. Przyznam się, że kiedy widziałam je po raz pierwszy w Nordic Decoration, byłam pewna, że to produkty jakiejś znanej skandynawskiej bądź holenderskiej marki. A możemy być dumni, bo to nasz rodzimy projekt :)



Zwróćcie uwagę na sprytne ukrycie kabla w nóżce lampy. 

Undesign

Czyli lampy z recyklingu... albo (używając modnego ostatnio słowa) - upcyclingu. Zużyte butle gazowe zamieniają się w bardzo efektowne oświetlenie idealne do wnętrz w stylu industrialnym i loftowym.


 



Projekt Stołek

Znam i podziwiam już od dłuższego czasu. Podobają mi się szczególnie te o różnokolorowych nogach, bo łączą w sobie moje dwie miłości: drewno z odzysku i pastele. Widzę je jako stoliki nocne w dziecięcym pokoju, bądź małe stoliki pomocnicze przy kanapie. A u mnie na pewno polubiłyby się z kolorowymi krzesłami i pastelowymi dodatkami.



 
 
Kvadrat meble

Przypadkiem zgadałyśmy się z Agnieszką, że obie prowadzimy blogi wnętrzarskie. Po cichu liczyłam, że na konferencji spotkam kogoś z blogosfery i faktycznie się udało. Agnieszka jest architektem, ale od niedawna projektuje też meble. Są tu palety, stoliki nocne z ciekawymi czarno-białymi wzorami na ściankach i stoliki na szalonych turkusowych toczonych nogach :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Dekoracja z wiszącą gałęzią

Przywiezienie do domu tej gałęzi z wakacji nad morzem to był strzał w dziesiątkę. Często mam tak, że rzucone dla żartu pomysły ostatecznie okazują się całkiem dobre, żeby nie powiedzieć genialne. 

Planowanie wesela. Moja idealna wizja dekoracji stołów zderzyła się z pragmatycznym podejściem pani od cateringu. Miejsca na szklane buteleczki z kwiatami nie będzie. "To co ja zrobię, zawieszę je sobie na ścianie?!" A w sumie, czemu nie... Wieszamy pojedyncze buteleczki na sznurkach i wkładamy do nich po kwiatku. Powstaje dekoracja dużo bardziej oryginalna niż ta planowana pierwotni.

Wakacje nad morzem. Spacer po plaży w moim wydaniu równa się zbieraniu całych toreb patyków i drewienek wyrzuconych przez morze. Jest nawet i cała gałąź. Biorę ją ze sobą na dalszą część spaceru trochę dla żartu, że teraz takie wielkogabarytowe pamiątki będę zbierać. I nawet nie wiem kiedy spacer się kończy, a ja wchodzę do pokoju ciągle z gałęzią w ręce. A za kilka dni Mąż pakuje samochód do odjazdu i jakoś specjalnie się nie dziwi, że będziemy te kilkaset kilometrów wieźć suchą gałąź. Ja już wymyślę na co się przyda...

I wymyśliłam. Najpierw jesienią w przedpokoju, później zimą w salonie, w okresie bożonarodzeniowym to tu, to tam, a teraz przyszedł czas na odsłonę wiosenną.

 



 

czwartek, 17 kwietnia 2014

Pastelowo, kolorowo, wiosennie. Aranżacja stołu nie tylko na Święta

Dzisiejsza aranżacja stołu to to, co lubię najbardziej: pastelowa ceramika Mynte, świeże kwiaty w wazonach, drobne dekoracje w postaci koszyczka z pisankami i świeczników oraz kolorowe krzesła (z których jestem straaasznie dumna :) Może dla niektórych byłoby zbyt kolorowo, ale ja tak właśnie lubię. Od razu jakoś radośniej, bardziej słonecznie i wiosennie, prawda?







 To mój ostatni post przed Wielkanocą, wracam tu dopiero po Świętach, więc jeśli szukacie inspiracji wielkanocnych, to zapraszam:
- na posta z dekoracją stołu w nieco innej kolorystyce i z kwitnącą gałązką pigwy w roli głównej - TUTAJ
- na zeszłorocznego posta z czterdziestoma malowanymi pastelowymi pisankami - TUTAJ

A ja życzę Wam moi Drodzy Świąt pełnych radości!


środa, 16 kwietnia 2014

Wielkanocna dekoracja stołu z kwitnącą gałązką w roli głównej

Inspiracją do tej aranżacji stołu były pisanki, które malowałam rok temu. Stąd kolory, które zbyt często u mnie nie goszczą (przynajmniej we wnętrzach). Pierwsze skrzypce gra przyniesiona ze spaceru kwitnąca gałązka pigwy w pięknym brzoskwiniowym odcieniu. Miałam ją wstawić do wazonu, ale pomyślałam, że tak po prostu położona na stole będzie najpiękniejszą jego ozdobą. A po skończonym śniadaniu wielkanocnym może spokojnie trafić do wody bez uszczerbku na zdrowiu.






Pomysłów na dekorację wielkanocnego stołu mam jak zwykle setki, więc już jutro pokażę Wam jeszcze jedną wiosenną, bardzo kolorową, pastelową propozycję.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Moje kolorowe krzesła na balkon

Ostatnio bardzo zaprzyjaźniłam się z pędzlem i najchętniej przemalowywałabym wszystko, co się da. Tym razem przyszła kolej na krzesła na balkon, które nabyłam za zawrotną cenę 15 zł/sztuka. Do tej pory mieliśmy tylko stolik, a jak chcieliśmy przy nim usiąść, to wynosiliśmy dwa krzesła z kuchni. Zakup więc był z kategorii "tych potrzebnych", a że krzesła były dość zniszczone i nadawały się do malowania, to przy okazji mogłam znowu spełnić marzenie o różnokolorowych krzesłach w domu. O tym, że jedno będzie miętowe, wiedziałam od razu, natomiast nad drugim trochę się zastanawiałam. Brałam pod uwagę pastelowy żółty, jasnoniebieski i wrzosowy, na którym w końcu stanęło. Nie chciałam natomiast, żeby krzesło wydawało się różowe, więc dodawałam i dodawałam pigmentu, aż wyszedł mi kolor koktajlu jagodowego. Mąż twierdzi, że, cytuję: "jest do schrupania", a mnie też ta dawka koloru na balkonie się bardzo podoba.





A to były moje inspiracje kolorystyczne


wtorek, 8 kwietnia 2014

Prosta metamorfoza skrzyni na kółkach

Była intensywnie pomarańczowa (a jak mogliście się już zorientować, to nie całkiem mój kolor), troszkę podrapana, ale solidna, pojemna i jeździła jak marzenie. Wzięłam. Za bezcen. A na drugi dzień wzięłam szlifierkę, farbę i wałek. Długo czekała na ostateczny szlif, bo szukałam idealnych taśm dekoracyjnych, żeby ją nimi okleić. Kiedy zobaczyłam ten zestaw washi tape od razu wiedziałam, że to jest to, choć nad zakupem zastanawiałam się jeszcze kilka tygodni. Ale zdecydowałam się i to była dobra decyzja. Początkowo myślałam o naklejeniu taśm w duże zygzaki, ale w końcu stanęło na dwóch paskach na dole. A Wy jak myślicie? Spróbować zygzak czy będzie zbyt wzorzyście? Niewątpliwą zaletą taśm jest to, że w każdej chwili można je odkleić i wymienić np. na inny kolor i wzór. Taka metamorfoza w 3 minuty.





A najlepsza zabawa to i tak ta guzikami mamy...

Tak prezentowała się skrzynia, kiedy ją nabyłam. Takie sobie coś, ale dostrzegłam jej potencjał :)

sobota, 5 kwietnia 2014

Sypialnia w wiosennej odsłonie

Zaczęło się od wymiany zasłon, a za tym poszła już fala zmian. Jak to u mnie. Wymieniłam poduszki i dodatki na półce. Pudełka z biżuterią powędrowały na górę, żeby być poza zasięgiem małych łapek. Dolne półki zajęły rzeczy, które spokojnie mogą służyć synkowi jako zabawki. Tak pogodziłam aspekt estetyczny z praktycznym. Szkoda tylko, że zabawa latarenkami zajmuje go tylko na pół minuty, a wszystko i tak kończy się zawsze uciekaniem na parapet...



Żurawie origami to pozostałości z wystroju naszej sali weselnej. Zrobiłam ich setki, jeśli nie tysiące. I pomimo tego, że goście zabierali na pamiątkę całe sznury papierowych żurawii, to ciągle mamy ich jeszcze cały karton.



Moja obecna lektura. Czytam w każdej wolnej chwili, choćby po kilka stron i już mi szkoda, że ją niedługo skończę. Trochę reportażu, trochę historii, trochę architektury, czyli wszystko, co lubię najbardziej. Bardzo inspiruje do samodzielnego odkrywania. Po przeczytaniu niektórych rozdziałów od razu siadałam do komputera i wyszukiwałam budynki, zdjęcia lub osoby, o których pisała autorka. Potrafię już teraz rozróżniać najbardziej znane wieżowce Manhattanu i znam historię powstawania najsłynniejszych zdjęć robotników na budowie. Bardzo, ale to bardzo polecam.



Uciekinier w trakcie zdobywania parapetu ;)


A na koniec zapraszam Was na mojego Instagrama. Tak, mam i ja! Stawiam tam dopiero swoje pierwsze kroki, ale będzie mi miło Was tam zobaczyć :)