Przedszkole to fajna sprawa. Wprawdzie mówię to teraz, a sama będąc małą Gu nie wytrzymałam w przedszkolu ani jednego pełnego roku. Ba, nawet dyplom ukończenia zerówki (której de facto nie ukończyłam) przysłali mi pocztą.
Mogę się mylić, ale wydaje się jednak, że te braki w edukacji jakoś nadrobiłam. A teraz z pewnością nadrabiam braki w przedszkolnych atrakcjach w postaci balów przebierańców. Przedszkolez perspektywy rodzica z perspektywy mamy lubiącej DIY jest fajne, bo mobilizuje do twórczego działania, na które normalnie nie ma czasu / chęci / pomysłu. No bo pewnie nie przyszłoby mi do głowy ot tak, żeby uszyć Kubie strój smoka, gdyby nie bal karnawałowy, na który miał przyjść przebrany za postać z bajki. Na marginesie dodam, że była to nie lada zagwozdka, bo nasz Kuba praktycznie nie ogląda bajek. Ale, że akurat wtedy na tapecie mieliśmy stare dobre "Porwanie Baltazara Gąbki" (Pamiętacie? To jedna z moich naj-najulubieńszych bajek z dzieciństwa), wybór smoka wawelskiego był oczywisty!
Mogę się mylić, ale wydaje się jednak, że te braki w edukacji jakoś nadrobiłam. A teraz z pewnością nadrabiam braki w przedszkolnych atrakcjach w postaci balów przebierańców. Przedszkole




