"Gdzie trzymać zabawki?" To pytanie na przemian z prośbami o pokazanie swoich pojemników na zabawki widzę chyba co drugi dzień na facebookowych grupach o urządzaniu pokoi dziecięcych. I słusznie, w końcu odpowiednie ogarnięcie tematu przechowywania całego dziecięcego dobytku potrafi zaoszczędzić wyrywania sobie włosów z głowy przy codziennym sprzątaniu. Zamiast rozpaczliwie pytać siebie: "gdzie upchnąć te wszystkie szpargały???", w porę zadbaj o to, żeby wszystkie zabawki miały swoje miejsce. Istnieje duża prawdopodobność, że przy okazji zadbasz o swoje zdrowie psychiczne.
Strasznie nie lubię tego powiedzenia "Święta, święta i po świętach". Dla mnie ciągle nie jest PO Świętach - jeszcze się nimi nie nacieszyliśmy, nie naśpiewaliśmy się jeszcze kolęd, a choinki na pewno jeszcze długo wynosić nie będziemy. Dlatego choć część zdjęć do dzisiejszego posta powstało jeszcze przed Świętami i miało pokazywać jedną z moich proponowanych świątecznych aranżacji stołu, pokażę Wam je dzisiaj, bo dla mnie są ciągle jak najbardziej aktualne i najbliższe temu, jak nasz stół wyglądał w Święta i jak będzie na przykład na nasze już tradycyjne coroczne kolędowanie z rodziną i przyjaciółmi.
Po świątecznym stole w odsłonie naturalnej i vintage przyszedł czas na zwrot ku tradycyjnej czerwieni i bieli. W moim rodzinnym domu jakoś nigdy Święta nie kojarzyły mi się z tym kolorem, więc kiedy pięć lat temu po raz pierwszy dekorowałam nasze mieszkanie, z wielkim entuzjazmem szyłam i kupowałam czerwone ozdoby, poszewki na poduszki i kubki. Na co dzień w naszych wnętrzach panują raczej niebieskości, turkusy, mięta, jasnożółte akcenty i trochę kolorowych drobiazgów, ale te w czerwonym kolorze można by policzyć na palcach jednej ręki (nie licząc pokoju chłopców i ich remizy z całkiem sporą kolekcją czerwonych wozów strażackich). I to właśnie przez tą nikłą nieobecność czerwieni na co dzień, tak chętnie po nią sięgam w okresie świątecznym. W tym roku nie będzie jednak królowała, ale cieszyła oko w detalach.




