Wbrew pozorom nie będzie wcale o jesiennych dekoracjach mieszkania, rozgrzewających herbatach czy ciepłych kocach. Nie - porzucamy te domowe pielesze i wychodzimy na spacer! Bo nawet gdy listopadowe dni są ciemne i ponure, to po wyjściu z domu jakoś przeważnie okazuje się, że wcale nie jest tak najgorzej. Też miewacie takie wrażenie? Zapraszam Was więc na wspólny spacer w towarzystwie moich leśnych przyjaciół. Pobuszujemy trochę w liściach, wskoczymy na drzewa i może nawet znajdziemy jakieś grzyby?
PS. Zdradzę Wam, że zdjęcia wcale nie były robione w lesie, jak by się mogło wydawać, a w ogrodzie moich rodziców. Przyjechaliśmy praktycznie w ostatniej chwili zanim mój Tata zdążył sprzątnąć wszystkie liście. Na zdjęciach wystąpiła m.in. górka, z której zawsze lubiłam się turlać i zjeżdżać zimą na workach oraz mały świerkowy zagajnik, w którym od kilku lat rodzice planują postawić ławkę i stolik (i chyba ktoś musi ich w końcu do tego zmotywować ;)
Jeśli chcecie adoptować któreś z moich swetrowych zwierzaków (poza dużym lisem, którego uszyłam dla swoich synków), możecie znaleźć je tutaj:
girlanda z zakochanymi jeżami (mój osobisty hicior, szkoda mi się z nią rozstawać)
a dla grzybiarzy (i nie tylko) z poczuciem humoru:
Obecna pora roku zainspirowała mnie do małych zmian w pokoju chłopaków i niebawem pokażę Wam jak wprowadziłam do niego trochę jesiennych klimatów. Jeśli zastanawiacie się jak bohaterowie dzisiejszego posta wyglądają we wnętrzu (bo to, że na łonie natury prezentują się świetnie przekonaliście się dzisiaj :), czekajcie cierpliwie i trzymajcie kciuki za słoneczną pogodę, żebym mogła spokojnie zrobić ładne i jasne zdjęcia.
Z jesiennymi pozdrowieniami,
Gu



































































